wtorek, 11 czerwca 2013

11.06.13

   Czuję, jakbyś była obok mnie. Duszą, nie ciałem, ale jednak. Czuję, jakbyś śledziła każdy mój krok nie ujawniając się. Ale to wszystko mi pasuje. Nie chcę odcinać się od Ciebie całkowicie. Nadal chciałabym być częścią Twoje życia, bo Ty częścią mojego już będziesz na zawsze. Nie potrafię zupełnie usunąć całego mojego świata z tego, co mi pozostało. Po prostu nie potrafię. Wyobrażam sobie ciągle, że mimo tego rozstania Ty nagle pojawisz się w moich drzwiach. Ja, z gniazdem na głowie, podkrążonymi oczami i zakrwawioną wargą dosłownie padnę kiedy Cię zobaczę. Taka niespodzianka. Twoje niespodziewane wejście ponownie w mój mały świat. Niestety jednocześnie wiem, że nic takiego nie nastąpi.
   Chciałabym zamknąć się w starej szafie. Ale niech będzie ona pusta, bez ubrań, płaszczy, bez moli i innych robali. Niech będę tam tylko ja. Zamknięta. Odsunięta od zdrowego społeczeństwa. Tak chyba byłoby lepiej? Nie wiem... Czuję się zepsuta w środku. Piosenki nadal grają w mojej głowie, kawa nadal jakoś smakuje, deszcz ciągle pada, a ja ciągle żyje, tylko co z tego? Bez sensu życia wszystko traci ten blask. Jestem jak wypompowana opona w samochodzie. I nie ma zapasowej. Boli mnie kręgosłup. Zbyt długo nie widziałam czystego nieba i gwiazd w nocy. A księżyc? Istniejesz jeszcze, czy również dałeś sobie spokój i odszedłeś? Może kochasz się ze słońcem a ja nic o tym nie wiem? A gwiazdy? Gdzież wy jesteście. Wróćcie pieścić moje oczy, proszę. Bezsenne noce są katuszą, więc proszę, umilcie mi ten czas. Wolałam za wami ale wy nie odpowiadacie. Was nie ma. A raczej jesteście, tylko że zasłaniają was chmury. Z których uparcie pada deszcz. Nie chcę nikogo obrazić, kochany deszczu. Uwielbiam cię. Uwielbiam na ciebie patrzyć, jak rozbijasz się o chodniki. Jak uderzasz o liście i sprawiasz, że unosi się śliczny zapach. Naprawdę uwielbiam cię. Ale uwielbiam też gwiazdy. Ciebie mam ostatnimi tygodniami na co dzień, a gwiazd i księżyca nie widziałam wieki. Boję się, że oślepłam. Że to już nie widoki dla mnie. Że nie jestem już godna. Przepraszam... Nie chciałam. Nie chciałam zaprzepaścić ci przyszłości. Wróć. Przepraszam... Zjadłam truskawki ze śmietaną. Były pyszne. Umiliłam sobie parę minut, w których je konsumowałam. Miałam wrażenie, że jem piękno. Było zachwycone mym wnętrzem, a ja mu za to dziękowałam. Teraz uderza od środka w mój brzuch, chce się wydostać, bo jednak nie jest tam tak pięknie jak mu się wydawało. Za to też przepraszam. Nigdy nie będę idealna, ale chciałabym, by ktoś tak o mnie mówił mimo wad. Patrze na kurz. Mam wrażenie, że mnie obserwuje. Ma żółte ślepia i ostre zęby. To nic, że jest maciupki. Ja go widzę... Przepraszam. Czy ktoś ma chusteczkę? Nikt? Ale jak to. Ja noszę przy sobie prawie zawsze. Nie w tym momencie, ale jest mi bardzo potrzebna. Proszę, dajcie mi chusteczkę. Nie chcę, by łzy spadły w świat, albo by zatopiły się w ubranie, albo w moją skórę, albo we włosy... Daj mi chusteczkę. A najlepiej dwie. Nie... Najlepiej to ty mnie ocal. Ode złego.

NIE WIEM JUŻ JAK MAM SOBIE RADZIĆ.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

20.06.13

   Popełniłam ogromny błąd, myśląc, że możesz mnie uratować. Naprawdę myślałam, że za sprawą Twojej osoby wszystko mi się ułoży, że będzie tak, jak być powinno. Snułam plany na przyszłość zapominając, że przecież wszystko zbyt szybko się zmienia, że nie powinnam robić czegoś takiego tylko dlatego, że byłaś przy mnie rok. Rok, to sporo czasu, ale ja myślałam, byłam przekonana, że zostaniesz już na zawsze. Chciałam pieścić Cię w swoich ramionach, całować Twoją główkę, sunąc delikatnie opuszkami palców po Twych piersiach i mieć tą świadomość, że będę to miała każdego dnia. Każdego następnego dnia do końca swojego życia. Byłam przekonana, że pozostaniesz przy mnie na zawsze, że to nie tylko taki kaprys, takie widzimisię. Najwyraźniej bardzo się pomyliłam dlatego właśnie teraz zostałam z niczym. To straszne uczucie. Tak zostać z zupełnym niczym.
W sumie nie wiem, czy mogę tak szczerze powiedzieć, bo przecież mam trzy przyjaciółki. Ale przecież to przyjaciółki, a nie osoby, z którymi chciałabym się ożenić, wieść życie aż do śmierci. To zupełnie inna sprawa. Inne osoby, inne charaktery. Ja chcę Ciebie. Ciebie. A nie mam i najprawdopodobniej już nigdy mieć nie będę. Jak tak można życie? Jak?! Zwracam się do ciebie z tym pytaniem, a ty jak zwykle mi nie odpowiadasz. Pozwalasz, bym została z tym problemem zdana na samą siebie i nie pomagasz. Nie pomagasz, wciąż tylko dorzucasz coraz więcej problemów, ciesząc się zapewne z tego, że tak pięknie sobie z nimi nie radzę. Naprawdę cieszy cię cudze nieszczęście? Naprawdę aż tak bardzo lubisz na nie patrzeć? Myślę, że owszem. Świecie, twój parszywy charakter i sposób, w jaki się z nami - ludźmi obchodzisz, jest wręcz karygodny, więc dlaczego aż tak bardzo dziwisz się, kiedy ludzie odpłacają ci cierpieniem za cierpienie? Dlaczego dziwi cię, że nie szanują natury? To straszne, ja wiem - nie szanować natury, pozwalać, by wszystko usychało, paliło się, by wszystko obracało się w coś martwego, ale strasznym jest również to, że zupełnie to samo dzieje się z ludźmi. I to przez ciebie świecie. Logika... Brak logiki... Logika... I jej brak... Chciałabym, by wszystko było dobrze, a wszędzie otaczały mnie kolorowe, pachnące kwiatki. Ale to się nie stanie, wiem, że to się nie stanie, bo jest to póki co niemożliwe.
   Przestałam marzyć, przestałam snuć plany na przyszłość już od jakiegoś czasu. Wiem po prostu, że nie warto. Prędzej czy później ponownie przejadę się na czymś lub na kimś. Zawsze znajdzie się coś, co tę przyszłość zniszczy. Nie mogę już dłużej marnować na to czasu, dlatego też od tego momentu będę myślała tylko i wyłącznie o teraźniejszości. Jak mogę udoskonalić dzisiejszą chwilę, która właśnie trwa? Może zrobię sobie zaraz kanapki ze swoim ulubionym serem? Może do tego zrobię sobie herbatę, a potem będę czytała nowo zaczętą książkę? Może zaraz wychylę się przez okno tak bardzo, że spadnę na dół? Niestety mieszkam na trzecim piętrze, więc raczej by mnie to nie zabiło. Chyba że upadłabym tak, bym złamała sobie kark. Jednak z moim szczęściem (tu zawiało ironią) nic takiego się nie zdarzy, i jedynie skończy się na potłuczeniach, może złamie rękę, ewentualnie nogę albo i to i to.
   Nie chcę jeszcze umierać. Za krótko byłam kochana. Chcę przeżyć momenty przytulania ukochanej osoby, chcę czuć jej ciało przy swoim ciele, chcę czuć jej zapach, chcę budzić się przy niej, chcę jeszcze tak wiele, że nie mogę umrzeć już teraz czy w przyszłym tygodniu. Wbrew wszystkiemu chcę najpierw przeżyć najszczęśliwsze chwile a dopiero potem mogą mnie zjeść robaki czy liznąć płomień obracając mnie w pył. Nie wiem już co mam robić, byt wiele razy na ten temat myślałam, że już mam mętlik... A kiedyś było tak pięknie. Skąd mogłam wiedzieć, że zniszczę Ci życie?

sobota, 1 czerwca 2013

01.06.13

   Mam tłuste palce. Chciałam zjeść naleśniki, ale po paru 'kubkach' martini zmieszanego z sokiem pomarańczowym nie wiem, czy to dobry pomysł. Zjadłam również pizze. Zbyt dużo myślałam i zbyt dużo płakałam w środku. Nie mogłam wypłakać się na zewnątrz, bo nie chciałam, by wszyscy to zobaczyli. Po co? Co by to zmieniło, że ktoś zobaczyłby jak mi źle? Co by to zmieniło? Zrobiliby coś? Stał by się cud i nagle wszystko zaczęłoby się układać? Co by to zmieniło? Myślę, że nic. Nic, nic, nic. Jestem zbyt głupim człowiekiem, dlatego właśnie nigdy nie pojmę tego świata. Mam tłuste palce. Tłuste palce mam. Od oleju. Od naleśników. Od tłustego widelca.
   Boję się. Każdego ranka, kiedy otwieram oczy - boję się. Każdej nocy, w której budzę się z paniką w sercu, a ono pędzi, jak gdyby spieszyło się, by dopaść ten niezidentyfikowany ból i go pożreć - boję się. Każdego dnia, w którym muszę zmierzyć się z tą niezbyt przyjemną rzeczywistością, z tymi ludźmi, którzy patrzą się na ciebie spod byka, nie ufając nikomu, ale w myślach obmyślając, jakby cię tu upierdolić - boję się. Każdego dnia w szkolę, w którym obawiam się o swoje już i tak mocno nadszarpane nerwy - boję się. Kiedy kładę się spać, rozmyślając o właśnie skończonym dniu, o tym, co się stało, co się nie stało i co stać się mogło, o tym, co zrobiłam a czego nie, o tym, co straciłam, o tym, co zyskałam, o tym, co zniszczyłam - boję się nawet wtedy i kiedy śpię również się boje wiesz? Ale sen, to taki drugi rodzaj umierania. Bardzo przyjemny o tyle o ile. Jeśli śnią ci się w nim same koszmary, strasznego, przeraźliwe koszmary, które doprowadzają cię do bólu serca z przerażenia, to nie jest już przyjemny, a jedynie odpychający. Robisz wszystko, byle tylko nie zasnąć. A kiedy już jakimś cudem zasypiasz, to budzisz się w środku nocy. Rozglądasz się po swoim pokoju, który jakimś dziwnym sposobem nie wygląda jak twój pokój. Albo wygląda, ale jest jakiś taki...przerażający. Coś się w nim zmieniło, coś powoduje, że ogarnia cię przerażenie, strach tak namacalny, że aż niemożliwy. A jednak. Właśnie coś usłyszałeś. O, a teraz właśnie zobaczyłeś coś kątem oka. Wydaje cie się? Tak myślisz? Może i masz racje, ale ja osobiście uważam, że to zdarzyło się naprawdę. Tak jak i to, że właśnie sparaliżowało cię ze strachu, właśnie szybkim ruchem zapaliłeś lampkę nocną. Jesteś cały spocony, serce bije ci zbyt szybko, dobrze o tym wiesz. Boli. Rozglądasz się cały czas po pokoju, ale nic nie widzisz. Nie widzisz, ale czujesz czyjąś obecność. Postanawiasz włączyć telewizor, by odgonić czarne myśli i strach. Niestety nie ma nic ciekawego, jedynie jakieś programy o wróżeniu z kart tarota. Kiepskie oderwanie od tego, co się dzieje w pokoju. Oglądasz jakiś badziew, ale to nic nie daje. Wyłączasz telewizor, za to włączasz radio. Lecą jakieś polskie stare piosenki. Raniące dla twych uszu, ale zawsze to jakieś zwrócenie twojej uwagi. Na komputer nie wchodzisz, bo biurko jest zbyt blisko przy oknie - boisz się, że coś cię przez nie złapie. Kładziesz się. Starasz się usnąć. Ale nie możesz. Nie możesz, bo to coś jest razem z tobą. Jest tuż obok ciebie. Prawdopodobnie nawet dmucha ci w twarz swoim zimnym oddechem. Wszystko jest złe. Nawet ty sam. Ze strachu zatraciłeś swoje prawdziwe ja. Już ciebie nie ma. Jest tylko twoja skóra na twoim szkielecie. Ale ciebie już nie ma. Nie ma. Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie am, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma. Nic już nie ma...

Boję się.




czwartek, 30 maja 2013

30.05.13

Jestem do dupy. Tak, tak. Przecież ja to wiem, i ty to wiesz, i wszyscy to wiemy, więc po kiego to pisze? Chyba po to, by się zdołować; teraz i tak na przyszłość. Przecież ktoś to musi robić, przecież ktoś musi mnie dołować, więc dlaczego to musi robić zawsze ktoś inny, ktoś z zewnątrz? Dlaczego to nie mogę być ja? Pewnie - żadna frajda doprowadzać się na własne życzenie do ruiny, ale to zawsze jakieś zajęcie. Zawsze jakoś zabija się czas. Jest fajnie... Jest fajnie... Nos piecze od środka, a głowa boli strasznie. Jest fajnie... Bolą mnie nogi, mózg się rozwala, a oczy pieką i bolą. Jest fajnie... Warga jest cała w strzępach, ciągle krwawi i piecze, jakbym wysypała na nią sól. Jest fajnie... Wiesz, że sól wżera się w me rany i wcale nie zaspokaja mego masochistycznego rytuału? Jest fajnie... Nie jestem masochistką. Nie jestem. Właściwie nie wiem kim jestem. Kim jestem? Jest fajnie... Mogłabym napisać, że jestem dziewczyną. Bo przecież jestem. Ale to, jaką mam płeć jest bardzo łatwo zgadnąć a i to nie jest najważniejsze. Jest fajnie... Całe życie przede mną, a ja już zastanawiam się jak umrzeć. Jest fajnie... Zastanawiam się również jak żyć, żeby nie umrzeć - i gdzie tu logika? Jest fajnie... Ty też się zastanawiasz? I jak ci idzie? Dostałeś odpowiedzi na swoje pytania? Muszę wiedzieć, bo może mi pomożesz dzieląc się ze mną tymi sekretami. Jest fajnie... Jeśli pod głośnie moje krzyki we wnętrzu to usłyszy je cały świat. Ale ja nie jestem pewna, czy chcę, by wszyscy słyszeli co się we mnie dzieje. Przecież to nie dobrze, jak o człowieku wie się aż tyle. To nie dobrze... A gdyby ktoś dowiedział się co mi w duszy gra, wylądował by w szpitalu psychiatrycznym na tym najostrzejszym najgroźniejszym oddziale, nie mając szansy na ratunek ale skrycie go oczekując. Jest fajnie... Nie chcę mieć na sumieniu psychiki ludzi, ale chyba już na to 'nie chcę' za późno. Co mam robić? Jest fajnie... Nie chcę nikogo przepraszać za rozwalenie mu mózgu, bo przecież nie jestem wszystkiemu winna... Czy nie? Jest fajnie... A kiedy zamykam dłoń, mocno... A kiedy zaciśniętą pięść rozprostuje... Widzę odciśnięte półksiężyce... Z których sączy się błotnista krew, zupełnie tak nie podobna do mojej, mojej, którą zapamiętałam, którą przecież codziennie pije... Jest fajnie?
Czuję do ciebie wstręt... Wstręt tak namacalny, tak rzeczywisty, że to boli. Ten wstręt wypala we mnie jakąś dziwną dziurę, która zieje pustką. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie w tym szaro burym i ponurym świecie? Nie ja jedna, nie ja jedyna... Ale czuję do ciebie ten wstręt... I krzyczę do ciebie 'ty idiotko, ty wstrętny człowieku'. Nienawidzę cię. Z całego serca cię nienawidzę. Kiedyś próbowałam pokochać, ale chęci poszły na marne i nic nie uzyskałam. Nienawidzę cię. Życzę ci śmierci. Stoje przed tobą, mówisz: to nie koncert życzeń. Wiem, ale ja w duchu taki koncert właśnie prowadzę, więc może moje życzenie zostanie spełnione. To zależy tylko i wyłącznie ode mnie, bo to mój koncert. Widzę, że zbladłaś. Widzę strach w twych oczach. I dobrze. To dobrze. Giń. Giń szmato. Giń i zgnij wreszcie!!! Ups... Przepraszam... Mówię, przepraszam, gładząc taflę lustra. Czy naprawdę wykrzyczałam te wszystkie słowa do swojego odbicia? Przepraszam... Ale giń. Rzucony kamień w lustro powoduje, że ono rozpryskuje się na wszystko strony. I rani mnie w rękę, a kawałek wbija mi się w oko. Zraniłaś mnie... Zraniłam się... Zraniliście mnie.

***

Dzisiaj było...dobrze. W sumie dzień zmarnowany na pewną osobę, która jak się okazała jest tępa jak dzida. Dobrze, że byłam cały czas z P. bo chybabym padła, leżała, i nie wstawała. Tylko ja się pytam, no pytam się do cholery - jak można chodzić z kimś, z kim pisało się ledwie dwa razy, spotkało się raz i rozmawiało w cztery oczy zaledwie 4 godziny i w tym samym dniu z nim chodzić? J a k m o ż n a ? ! Przecież to kpina a nie miłość. Jesteście siebie warci, ale ciebie droga 'przyjaciółko' miałam za kogoś mądrzejszego. A tu się okazało, że jesteś debil a nie człowiek rozumny. Żałosne, tak bardzo żałosne...
Jutro domowy odpoczynek. Czekam na poniedziałek z P., by kupić wreszcie mnóstwo książek. Mnóstwo.

Smutno.

poniedziałek, 13 maja 2013

13.05.13. (WŁAM)

Cześć kochanie, robię Ci taki mały włamik haha, mam nadzieję, że się nie przerazisz jak tutaj zajrzysz :) Siedzę sobie teraz i piję kawusię, myślę o Tobie a w głowie wciąż siedzi mi nasza wczorajsza wieczorna rozmową którą nakręciłaś mnie do tego, żeby tam do Ciebie jechać i Cię zjeść. Wyobrażam sobie różne sytuacje, w których jesteś obok mnie, w których jesteś przy mnie blisko i wiesz? Może jakąś tutaj opiszę bo w sumie czemu nie, jak włam to włam <333

Czekasz na mnie na peronie, jesteś strasznie zdenerwowana, czuję to już w pociągu. Ja również się denerwuję. Pociąg podjeżdża na stację, wysiadam i rozglądam się w poszukiwaniu Ciebie. Nagle Cię zauważam, Ty również mnie zauważasz. Idziesz wolnym i nie pewnym krokiem, ja również. Nagle nasze oczy spotykają się i nie liczy się nic więcej. Łapię Cię w objęcia, i przytulam do siebie tak mocno, że zaczynam bać się o to, że Cię za chwilę uduszę. Gładzę dłonią Twój policzek i mam okazję ujrzeć uśmiech na Twojej twarzy, tak piękny, promieniejący. Spoglądam w Twoje oczy i widzę jak odbijają się w nich promienie słońca, dzięki czemu są bardziej wyraziste, ich kolor podkreśla Twoje kości policzkowe. Mam ochotę Cię pocałować, ale trochę się krępuję, widzę, że Ty również. W końcu zdobywam się na odwagę, obejmuję Cię i zbliżam swoje wargi do Twoich warg i stajemy się jednością. W jednej krótkiej chwili czuję, jak stajemy się jednością i to jest piękne. Niechętnie odrywamy się od swoich ust. Mówisz, że pójdziemy do Ciebie, bo nikogo nie ma w domu, więc będziemy mogły spędzić trochę czasu razem. Zgadzam się bez wahania, prowadzisz mnie w kierunku swojego mieszkania, trzymam kurczowo Twoją dłoń, by czuć, że jesteś obok mnie, by czuć, że jesteś tu naprawdę, że to nie jest sen, że to prawda i że to dzieje się naprawdę. Docieramy na miejsce, nerwowo szukasz kluczy w Torbie, a ja się uśmiecham. Kiedy je odnajdujesz, otwierasz drzwi i zapraszasz mnie do środka. Robisz nam kawę i siadamy delektując się jej smakiem. Uważnie obserwuję każdy Twój ruch, udało mi się zauważyć, że pijąc kawę, jej krople osadziły się w Twoich kącikach ust. Podchodzę do Ciebie, powoli, delikatnie, kładę dłonie na Twoich policzkach i lekkim ruchem zlizuję resztki kawusi z Twoich warg. Czuję jak się uśmiechasz, więc czuję się bardziej pewnie. Moja dłoń wędruje na Twój kark. Czuję się wspaniale, czuję, że jesteś tylko moja i że ta chwila należy do nas. Chwytam Twoją dłoń i sadzam Cię na moich kolanach. Wtulam głowę w Twoją klatkę piersiową i przymykam oczy. W końcu jesteś moja. W końcu jestem przy Tobie. Pragnę by ta chwila trwała wiecznie.

Ciąg dalszy tej o to historii kochanie poznasz, kiedy już się zobaczymy, bo nie ładnie wypisywać tak zbereźne rzeczy na blogu haha ;** Kocham Cię ponad wszystko moja żabko, pamiętaj o tym ;***
Przy Tobie czuję, że oddycham. Kocham Cię.

sobota, 11 maja 2013

11.05.13

   Prawdopodobnie może jutro padać. Jestem jak najbardziej za, bo uwielbiam jeździć na rowerze kiedy pada, a z moją M. wycwaniakowałyśmy, że Ona będzie biegała a ja popierdalała na rowerze. I przestań się ze mną kłócić, bo rower lepszy! ;D:** Jak tak patrzę na te wszystkie programy jak Must Be The Music, Xfaktor, czy inne gówno, i jak widzę, jak Ci ludzie tam się ośmieszają, to mam ochotę wyrzucić telewizor przez okno. Zamiast tego przełączam program i zadowalam się jakąś inną pierdołą. Niestety nie mogę uniknąć reklam z tymi programami, więc moje oczy są narażone na tą żenadę. Doprawdy nie wiem, jak można być takim pozerem, takim idiotycznym człowiekiem. No ale człowiek przed kamerą głupieje. Nawet oglądałam dzisiaj Top Model. Zwariowałam do reszty, jednakże póki Zuza nie odpadła, to będę to oglądała. Kibicuje tej dziewczynie z zajebistym kolczykiem. Osobiście nie uważam, by modeling był czymś głupim. Chociaż można się przez coś takiego nabawić niezłych kompleksów i grobowej miny. Jak ktoś lubi takie pustaki to proszę bardzo. Zauważyłam też, że bardziej wystają mi kości policzkowe. Kochane się mocniej zarysowały. Nie wiem jakim cudem, gdyż nie odchudzam się ani nic z tych rzeczy, ale w sumie nie narzekam. Dobre i to jak nie można mieć czegoś innego.
   Mój wzrok psuje się z dnia na dzień coraz bardziej, a przynajmniej takie mam wrażenie. Przekrwione oczy, bo nie mogę spać, zamazany niekiedy obraz, bo za długo je nadwyrężam, noszone okulary całymi dniami (w domu), bo zaczynam panikować. Wzrok to bardzo dla mnie ważny narząd. Po przeczytaniu książki "W ciemności" Jana Fray, całkiem zbzikowałam przed jego utratą. Ta książka tak mocno mną wstrząsnęła, że ta panika ciągle się mnie trzyma, mimo że przeczytałam ją jakiś dobry rok temu. W każdym razie cieszę się mimo wszystko, że zgodziłam się na te okulary. Nosić je muszę tylko kiedy czytam i ewentualnie przed komputer, więc nie jest tak najgorzej.
   Zeszłam się z M. Cieszę się oczywiście i życzę nam powodzenia. Oczywiście nie dziękuję, by nie zapeszyć. Mam lekko mieszane uczucia. Cóż, będzie dobrze, przecież zwykle po całkowitym udupieniu następuje szczęście. Więc mam nadzieje, że w tym przypadku będzie dobrze. Będzie dobrze...


   Tak. Jeszcze mam napady lęku w nocy. Tak. Jeszcze budzę się z głośnym wciągnięciem powietrza, mając wrażenie, że się duszę. Tak. Jeszcze nie mogę zasnąć, a kiedy już jakimś cudem mi się uda, to nie śpię dłużej niż około dwóch godzin. Tak. Jeszcze mam złe przeczucia. Tak. Jeszcze zastanawiam się, czy mam pełną świadomość tego, co się ze mną dzieje. Tak. Jeszcze zdarzy mi się, że siedząc tak samotna jak ta łza rozmazana na szybie, zapłaczę z bezsilności. Tak. Zastanawiam się, czy jeszcze sprawuje nad tym kontrole?
   Chciałabym wyjechać nad morze. Może być nawet w Polsce, nie oczekuje zbyt wiele. Chciałabym by moje oczy nacieszyły się tym widokiem. Chciałabym patrzyć na morze, najdalej jak sięga mój wzrok i nie być wstanie zobaczyć jego końca, bo takie jest długie. Chciałabym biegać wzdłuż plaży, przebiec nawet całą na boska, czuć, jaki jest gorący, jak moje stopy zatapiają się w tym żarze. Biegłabym przed siebie, ubrana w białą cienką sukienkę do połowy uda. Pod tą sukienką prześwitywałby czarny dwu częściowy strój kąpielowy. Moje włosy unosiłyby się w biegu na wszystkie strony ciesząc się z wolności, jaką im dałam i kręcąc się niemiłosiernie, rozradowane. W prawej dłoni trzymałabym klapki. Mogą być białe. Biegłabym uśmiechnięta od ucha do ucha. Czasem nadchodząca fala zalałaby mi nogi, ale tylko wtedy, kiedy bym tego chciała. Podbiegałabym bliżej, by dotknęła mych stóp, a potem ze śmiechem uciekałabym jak najdalej na suchy piasek. I biegłabym dalej. A Ty za mną. I ja byłabym szczęśliwa. Biegniesz za mną. Zgubiłaś gdzieś klapki biegnąc, ale nie przejęłaś się tym. I Ty również się śmiejesz. I ja biegnę. Rozwaliłam zamek jakich dzieci, nadeptując na niego i posyłając wieżyczki w drobny mak. Słyszę ich jęk i płacz. Ale dobrze im tak. Rozśmieszyło Cię to. Biegnę dalej. Nie widzę końca i plaży i morza. Doganiasz mnie i łapiesz od tyłu w pasie. Wybucham śmiechem, który tak lubisz. Dobiegłyśmy do tego miejsca na plaży, gdzie nie ma ludzi. Jesteśmy tylko my. Odwracasz mnie w swoją stronę i bawisz się moimi włosami. Obniżasz ramiączko mojej sukienki i górnej części stroju. I całujesz mnie w ramię. Delikatnie. Upuszczam klapki. I w obojczyk, łapiąc go lekko zębami. I szyję. Całujesz ją. Ma lekko gorzkawy smak, bo pokropiłam się troszkę perfumami, które bardzo Ci się podobają. Spoglądam w Twoje niebieskie oczy i widzę w nich bezgraniczną miłość. Gładzę Twój policzek. Uśmiechasz się, bo moje dłonie są zimne, mimo tak wysokiej temperatury, ale wiesz też, że tak właśnie już mam. Lubisz to. Łapię Twój nosek w dwa palce i lekko ściskam śmiejąc się. Ciągle się śmieje. Przez Ciebie. Przybliżam swoje usta do Twojego ucha i mówię Ci 'kocham Cię Maleńka'. Bo jesteś moim maleństwem. I szepczę Ci to słowo wciąż i wciąż na nowo. Smakuje je za każdym razem i za każdym razem podoba mi się ono bardziej. Za każdym razem czuje coś innego. Coś ciągle rosnącego. Miłość. Przymykasz oczy, a ja składam dwa pocałunku na obu Twych powiekach. Nagle łapiesz mnie mocniej w pasie i przenosisz na wielki kamień, który jest za nami. Nie jesteś znowuż jak Pudzian, dlatego robisz to szybko i uderzam dość mocno pupą o kamień. Lekko się krzywię, ale rozśmieszyło mnie to, Ciebie również. Łapiesz moje dłonie i przyciskasz je po obu stronach moich ud. Całujesz mnie. Muskasz z początku delikatnie, ale potem czuje Twój język w mych ustach. Nie wpychasz go brutalnie, jesteś bardzo delikatna. Robię to samo, mój język pieści Twoje podniebienie. Zaplatam go o Twój i smakuje go. Pocałunek smakuje miętowo i troszkę truskawkowo. Jadłyśmy truskawki. Potem żułyśmy gumę. To dobre połączenie. Uśmiecham się. Ten pocałunek jest dla mnie czymś ważnym i wiem też, że dla Ciebie również. Oplatam Cię nogami w pasie. I przyciągam jeszcze bliżej do siebie. Bliżej. Jeszcze bliżej. Uciskasz swoimi piersiami moje piersi, ale ten dotyk sprawia tylko, że całujemy się namiętniej. I jest wspaniale. I jest tak, jak być powinno. Nawet lepiej. A kiedy przerywamy, by złapać oddech, nagle czujemy spadające krople deszczu. Patrzymy w górę, potem na siebie uśmiechając się. Nie boimy się deszczu, dlatego nie uciekamy jak inni. Słyszymy piski dzieci, wołania dorosłych, by szybko się zbierały. Ale oni nas nie obchodzą. Przesuwam się na środek kamienia, a Ty siadasz tyłem do mnie pomiędzy moimi nogami. Przytulam Cię w pasie, opierając brodę na Twym ramieniu. Patrzymy się w rozszalałe morze. To piękny widok, bo w ciągu tych kilku minut zmieniło się ono z błękitnego w ciemny niebieski. W oddali, tam gdzie 'widać' niekończące się morze, nagle rozbłysł piorun. I kolejny. I kolejny. Piękny widok. Mokniemy. Cienkie ubrania przylepiły się do naszych ciał, uwydatniając nasze krągłości. Siedzimy patrząc przed siebie, ale każda z nas myśli tylko o tym, że jesteśmy przy sobie, że jesteśmy tu razem, że kochamy się. Jest pięknie. Całuję Cię w czubek mokrej głowy. I kocham Cię. Kocham Cię całą sobą...


czwartek, 9 maja 2013

09.05.13


 Robię wszystko by tylko o tobie nie myśleć. Robię wszystko, by czuć się lepiej, coraz lepiej. Nie wychodzi mi to - fakt, ale wciąż próbuje. Próbuje wmówić sobie, że wszystko jest okej. Nie udaje się, ale chyba jestem bliska celu. Przecież oddycham, jem, czasem nawet się uśmiechnę, przecież nawet wychodzę do ludzi. Ledwo. Zmuszam się do tego, ale jednak wychodzę.
   Gdybyśmy były swoje, Ty moja a ja Twoja nadal, to było by tak właśnie: czekam na ciebie, aż ukarzesz się moim oczom. Gryzę z nerwów dolną wargę, tak jak to mam w zwyczaju. Rozglądam się i poprawiam ciągle włosy, gdyż są tak nieujarzmione, że czasem mam wrażenie, jakby to były chwasty. Czekam. Wciąż czekam i nagle Cię widzę. Też się rozglądasz. Nieśmiało bawisz się paskiem swojej torby. Nie wiem, czy maz tak w zwyczaju jak ja gryzienie dolnej wargi, ale tak właśnie to widzę. W końcu i Ty zauważas mnie. Ja przestaję pastwić się nad wargą a Ty nad paskiem, bo już nic nie jest dla nas ważniejsze od naszych oczu. I ja biegnę. Biegnę jak oszalała do Ciebie i Ty też. Ty też to robisz. Łapiesz mnie w ramiona i ja Ciebie również. Ja Ciebie również. I ściskam Ciebie a Ty ściskasz mnie. Czuję bicie Twojego serca tak mocno jesteśmy do siebie ściśnięte. I jestem szczęśliwa. Jestem taka szczęśliwa bo, tak bardzo nieśmiało, całujesz mnie. Z początku delikatnie, jesteś bardzo zawstydzona a jak ta zszokowana, że stoję jak słup soli. Ale wkrótce się budzę i daje ponieść doznanią pocałunku. Czuje wszystko naraz. Szczęście, podniecenie, pragnienie o więcej. Czuję Twoje miękkie wargi na moich i wiem, że będę chciała smakować ich cały czas. A kiedy odrywasz swoje usta od moich nagle czuje się osamotniona, moje wargi nadal szukają Twoich usychając z pragnienia. I Ty to widzisz. I Ty też jesteś szczęśliwa. Na ten widok ponownie przyciskasz swe usta do moich i trwamy tak w pocałunku. Wciąż trwamy.... I jesteśmy szczęśliwe. Tak bardzo szczęśliwe, bo mamy siebie. Ty masz mnie, a ja mam Ciebie.
   Tańczymy do psychodelicznych melodii. Namówiłaś mnie na obcisłą, krótką czerwoną sukienkę. Twierdzisz, że idealnie pasuje do mojej figury i do włosów. Nie podzielam Twojego zdania, ale przy Tobie czuje się piękna. Ty również ubierasz sukienkę, ale niebieską, szafirową. Twoje oczy są jaśniejsze, ale kolor tej sukienki podkreśla ich barwę. I Ty również nie jesteś przekonana do tej sukienki, ale Ty też czujesz się przy mnie najpiękniejszą dziewczyną na świecie. A ja mówię Ci, że jesteś. Dla mnie jesteś idealna. I mówię Ci to. A Ty masz łzy w oczach. Ale jesteś szczęśliwa. Kiedy tańczymy na parkiecie, nie możemy oderwać się od siebie. Nasze ciała w tym tańcu są jednością. Czuję, jaka jesteś rozpalona. Czuję, jak bije Twoje rozszalałe serce. Słyszę je nawet w tym hałasie. Bo tylko to, co dzieje się z Tobą i w Tobie interesuje mnie najbardziej. Zamykam oczy i czuje się szczęśliwa. I Ty też. I naglę przestaje tańczyć, i wpatruję się w Ciebie. Masz zarumienione policzki, błogi uśmiech na twarzy. Czujesz, że coś jest nie tak, ściskasz mnie za rękę. Ale wszystko jest dobrze. Bo mam Ciebie a Ty masz mnie. I całuję Cie. Całuje Cię tak, jakby zaraz miał się skończyć świat. Całuję Cię całą sobą, całym swym jestestwem. Jesteśmy rozpalone. Jesteśmy swoje. W pocałunku moje ręce wędrują po całym Twoim ciele. Nie mogę przestać.  Dotykam Cię i czuje, jak przechodzi Cię dreszcz. I mówisz do mnie:
-To z pożądania. Chodź, chcę uwolnić Cię od tej sukienki.
I wychodzimy, bo ja również chcę pozbyć się sukienki ale Twojej. Zazdroszcze jej, bo przylega do całego Twojego ciała i tylko ona odgradza mnie od tego, co się kryje pod nią. I wychodzimy. I jesteśmy swoje. Ja jestem Twoja, a Ty jesteś moja.



Musiałam wstawić to tutaj. Chcę mieć to też w tym miejscu.
Powróciłam już tak na dobre. Nie zamierzam więcej tego opuszczać. Już nie. Będę pisała tu nawet za parę lat, kiedy M. będzie siedziała mi na kolanach.