wtorek, 16 lipca 2013

16.07.13

   Wszystkie dni zlewają się w jedno. Budząc się dzisiaj miałam wrażenie, jakby wsypali mi pod powieki piasek i może jeszcze jakąś żrącą substancję. Ledwo je otworzyłam, a kiedy już dałam radę to każde mrugnięcie było jak smaganie biczem. Nie wiedziałam która godzina, nie wiedziałam jaki dziś dzień, nie wiedziałam kto jest jeszcze w domu, a kogo w nim już nie ma. Nic nie wiedziałam. I muszę powiedzieć, że taka nieświadomość to nie jest nic fajnego. Zdecydowanie wolę być uświadomiona bez względu na to, jakie mogą z tego wyniknąć nieprzyjemności. A teraz? Teraz siedzę, wiedząc już która godzina, jaki dziś dzień i kto jest w domu, i wcale nie jestem mi z tego powodu lepiej. Może tylko tyle, że przynajmniej wiem co się wokół mnie dzieje. Niestety dotarło do mnie również to, jak bardzo spieprzyłam pewne sprawy. Niesamowite, jak w jednej chwili, za pośrednictwem źle dobranych słów można zniszczyć cały swój świat.
Powinnam czuć do siebie obrzydzenie, powinnam zacząć karać siebie i swoją psychikę. Zamiast tego siedzę jak to ciele i zastanawiam się. Ostatnio cały czas się zastanawiam. Non stop. I cóż mi z tego zastanawiania się? Nic nowego nie wymyśliłam, za to analizuje wszystko po kolei, krok za krokiem, słowo za słowem i robi mi się niedobrze. Widok tych wszystkich twarz, znajomych czy też nieznajomych, bez różnicy, wcale nie poprawia harców mojego żołądka. Ale wiesz co...? Oszukuje się. Doszło już do tego. Bo widzisz, przez jakiś czas mocno powiedziałam sobie, że więcej oszukiwać siebie nie będę. Naprawdę mocno to sobie postanowiłam, i do pewnego czasu działało. No właśnie, do pewnego czasu i działało. Już nie działa a ja przestaje się łudzić, że jeszcze coś z tego postanowienia będzie. Zaczęłam się oszukiwać. Od razu kiedy rozpoczynam nowy dzień. I w ciągu dnia również. Właściwie cały czas. Kurwa, spieprzyłam, ja to wiem, i teraz gnoje się. Gnoje się, ponieważ nic mi już nie zostało z tego, co kochałam. I tak oszukuje się. Dzień za dniem coraz bardziej. I wszystko krzyczy do mnie 'witamy w rzeczywistości ponownie, kochana'. Spieprzajcie, nie chcę tego przywitania. Coś spadło na moje włosy... To serpentyna. Patrze w górę. Nie wierze. Mnóstwo balonów, serpentyn, jest nawet tort. Wszystko czarne. I ci ludzie... Ubrani w staroświeckie ubrania. Wszyscy wystroili się, można by pomyśleć, że mają dobre zamiary, ale ja patrze na nich z lekką dekoncentracją. Panie (a przynajmniej mam nadzieje, że to panie) ubrane są w suknie, piękne suknie w jakich nikt już nie chodzi. A panowie (tutaj też pojawia się nadzieja, że to panowie) przyodziali się w garnitury, fraki, czy w co tam jeszcze, jak zwał tak zwał. Nikt się już tak przecież nie ubiera, ale to nie tylko dlatego czuję niepokój. Zamiast twarzy mają maski. Gorszej wersji tlenowe, są też maski jak z teatru; piękne, widać, że kosztowne, ale są też i takie wykonane ze znudzeniem. Za tymi maskami są oczy. Co najdziwniejsze - spojrzenia są trzeźwe, czujne, drapieżne. Już samo to powinno dać mi do myślenia, że to powitanie. Uważne powitanie zagubionej duszyczki. Duszyczki, która ośmieliła się uciec z ich świata, a teraz powróciła. Jak syn marnotrawny ja kulę się przed spojrzeniami ostrymi jak brzytwy. 'Możesz marzyć, niech piekło Twej wyobraźni pochłonie Cię do reszty - ale już zawsze rzeczywistość będzie przy Tobie i już nie uda Ci się ponownie od niej uciec. Ale marz, marz bo tylko to Ci pozostało, to jest coś, czego Ci nie odbierzemy. Zbyt mocno tego pilnujesz.' Przepraszam, czy to było do mnie? Słyszałeś? Nie, nie mogłeś usłyszeć, bo głos rozbrzmiał w mojej głowie... Ale kto to do mnie powiedział? Nie widzę... Rozglądam się, ale nie widzę. Jak mogę rozpoznać mówce, skoro nikt nie pokazuje tu twarzy i każdy się na mnie gapi? Oni się uśmiechają... Oni wszyscy bezczelnie się uśmiechają. Nawet ci, których maska przedstawia rozpacz... To ta rozpacz również się do mnie w swój sposób uśmiecha. Znowu słyszę ten głos... Brzmi tak, jak roztrzaskane szkło. Ociekająca krew i coś jeszcze, czego nie sposób rozpoznać. Słyszę marsz pogrzebowy. Czy to tak należy powitać kogoś w rzeczywistości? Chyba tak... Cóż za ironia. Ironia, ironia, ironia. Chcę herbatę. Mnóstwo herbaty. Już, teraz. Natychmiast. Chcę się nią upić, chcę ją przesłodzić. Chcę przedobrzyć. Nie dawajcie mi kawy, nie chcę być tak pobudzona. Chcę herbatę. Odwiedziłam wczoraj swoje drugie życie; to, które prowadzę w swojej wyobraźni. Bardzo je zaniedbałam, muszę przenieść się tam na dłużej i posprzątać.
   Wbijam paznokcie mocniej w gałki oczne. Patrzę na żyły, które dają wrażenie, jakbym miała błękitną krew. Nie wysypiam się. Nie obcinam paznokci - zapuszczam je, żeby... No właśnie, żeby co? Po co i w jakim celu? Po prostu sobie rozną, a ja ich nie obcinam. Niech rosną. Niech odstraszają tych, którzy chcą mi zrobić krzywdę. Niech to będzie jedna z moich form obrony. Bo jak jest za dobrze, to niedobrze. Ironia, ironia, ironia... Wszędzie ją czuję. Dlatego czujnie obserwuje usta mówiącego. I jego język, którym śmiesznie wywija mówiąc poszczególne słowa. Bawi mnie to. Chociaż już nie skupiam się na słowach, to na mimice owszem. Wszyscy są brzydcy kiedy mówią. I kiedy marszczą czoła, kiedy krzywią się, bo coś im nie pasują. A kiedy gestykulują? Kiedy gestykulują odsuwam się odrobinę, nie chcę dostać po buzi, nie chcę, by ktoś mnie przypadkiem dotknął.

   Cholera, czy tylko ja tak kurwa tęsknie, że mam wrażenie, jakbym siedziała w pokoju przed oknem, i nagle szyby rozpryskują się wprost na mnie? Powodując przerażenie i krzyk? Rany i wszechobecną krew? I uśmiech, chelsea smile? Tak, tak, tak... Tak, tak, tak, tak. Odejdź do diabła albo wróć i kochaj mnie dalej. Czuję się tak, jakbyś mnie pożyczyła. Jakbyś pożyczyła mnie na ten okres, w którym byłam Ci potrzebna, a teraz, kiedy Ci się układa, kiedy zaczęłaś życie od nowa, w nowym miejscu z nowymi ludźmi, wyrzucasz mnie, bo na co Ci takie próchno jak ja? Do czego ja się w tym momencie nadaje? Jestem pełna żalu, wyrzutów sumienia i pustki. Naprawdę czuję się tak, jakbym nie potrafiła pokochać nikogo. Jestem tylko dzieckiem. Dzieckiem, wkraczającym w dorosłe życie, a już mam ogromny wstręt do ludzi i do miłości. Tak nie powinno być, więc dlaczego tak jest? Bo Ciebie nie ma... Już nawet nie patrzę na telefon w nadziei, że jest wiadomość. Nie robię tego, bo tej nadziei już nie ma. Mówisz, że zmieniłaś się od naszego rozstania. Nie tylko Ty. Nie tylko Ty Moja Droga Już Nie Moja. Nijak nie mogę o Tobie zapomnieć. Chociaż bym chciała, to nie mogłabym, gdyż ilekroć włączam program z muzyką jest grana ta, którą wysłałaś mi jako ostatnią. Alex Hepburn - Under. Dziękuję, ale teraz nie mogę ruszyć się na krok. Wszystko mam sparaliżowane. I po co mi to było?
   Kocham ją za bardzo, w sposób jaki nie potrafię zdefiniować, i który sprawia, że jest mi ciężko, że niemal nie mogę powiedzieć jej o tym. Ale kocham ją mimo wszystko. Tak bardzo, że nie chcę, by więcej musiała się ze mną użerać - więc zamykam się szczelniej i już mnie nie ma. Ale wciąż cholera tęsknie.

(po paru minutach)
Postanowiłam, że więcej o Tobie nie napisze. Może będę myślała, ale tutaj nie napiszę ani słowem. Nie. Dość. Koniec. Jeżeli tak ma to wyglądać, to niech szaleje to w mojej głowie. Mam nadzieje, że któregoś dnia przestanie zupełnie, albo przynajmniej zmniejszy się do minimum, i wtedy będę mogła zacząć żyć na nowo. Póki co nic nie trzyma mnie tutaj, a raczej Ciebie tutaj, przy mnie i w ogóle. Tak.

piątek, 12 lipca 2013

12.07.13

   Nie rozumiem, nie rozumiem, nie rozumiem, nie rozumiem, nie wiem, nie wiem, nie wiem, nie rozumiem, nie wiem, nie rozumiem. I chyba nigdy nie zrozumiem i nigdy się nie dowiem, co dzieje się w głowach ludzi. Niby oczywisty fakt, jednak chciałabym poznać choć częściowo myśli niektórych osób. Chciałabym móc sprawić, by otworzyły przede mną swoje głowy, wszystkie swoje myśli, nawet wspomnienia - wszystko. Wszystko bez wyjątku. Z wielką chęcią wszystko to bym im zniszczyła. Wyobrażam to sobie mniej więcej tak: patrzę takiemu panu czy takiej pani w oczy, intensywnie aczkolwiek bez wysiłku. Początkowo stawia upór, jak to człowiek; bez uporu nic się nie obejdzie. Powoli, powolutku się do mnie przekonuje, a raczej do moich nawoływań, szeptów, kuszenia... Co do tego nie mam żadnych wątpliwości - po prostu mi ulega. No i otwiera wszystkie te myśli i wspomnienia, i wtedy ja, jak ta trąba jerychońska, zaczynam się bać. Strach jest jakiś taki dziwny, jakby nie mój, jakby pochodził z zewnątrz. Jak gdyby walił pięścią w moje serce, powodując paniczne zaciskanie się żołądka, tym samym doprowadzając mnie do lekkiej dekoncentracji. I już po chwili uświadamiam sobie, że to nie mój strach. Nie, to nie może być mój strach, gdyż on objawia się zdecydowanie inaczej, zdecydowanie dokuczliwiej, ostrzej, coś jakby samochód wyścigowy (strach), pędził po torze (moje wnętrzności), ale tak zupełnie bez uczucia, bez wyczucia, po prostu jedzie, żeby wygrać, ale co? I po co. I dlaczego. Po prostu jedzie niszcząc ten tor, bo opony już się starły, tak długo już jeździ.
 Ten strach jest tego pana czy pani i wiesz co? Podoba mi się. Dobrze wiedzieć, że wzbudzam w kimś strach, tą panikę w oczach. W oczach, w których ugaszam ten blask, doprowadzając do skamieniałości gałek ocznych. Są jak kamień, marmur, czy inne dziadostwo. Dla mnie, to po prostu kamień. Który zaczyna pęknąć. Z początku widzę niewielką rysę, ale ona się powiększa z każdą sekundą coraz bardziej. Moje ręce zaczynają drżeć, więc zaciskam dłonie w pięści tak mocno, że wbite paznokcie powodują otwarcie ran. Moja krew skapuje na podłogę. Słychać tylko rytmiczne kap, kap, kap, kap, i odgłos pękającej psychiki stojącego przede mną człowieka. Nagle skamieniałe gałki oczne pękają, rozsypując się w drobny mak. Niestety w chwili rozpadnięcia zawiał wiatr, i pył dostał się do moich oczu. Czuję go w zasadzie nie tylko w swoich oczach, ale także w nosie, w przełyku, czuję, jak wędruje wgłąb mnie, ale najbardziej skupiając się na sercu i rozumie. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale tak właśnie czuję. Może dlatego na sercu, bym poczuła dobitnie wszystko to, co chcę zniszczyć, a na rozumie; cóż...bym po prostu zrozumiała. Nie podoba mi się to. Przed chwilą jeszcze tak, jednak teraz, kiedy to dostało się wewnątrz mnie, mam dziwne uczucie wyobcowania. Wpatruje się w puste oczodoły, i widzę, że one również wpatrują się we mnie, jakkolwiek irracjonalnie by to miało zabrzmieć, to tak właśnie jest. Nie wiem dlaczego, ale uśmiecham się. Zbliżam się do niej/niego i przysuwam usta do jej/jego ust. Nie całuje jej/jego. Ja tylko przysuwam delikatnie wargi, tak, by dzieliło je od zetknięcia dosłownie milimetr. Ona/on rozchyla delikatnie wargi tak jak ja, i wtedy z moich wydobywa się czarna chmura dymu z czymś lśniącym. Dopiero potem uświadamiam sobie, że to część mojej duszy. Nie dobrze. Nie chcę. Poczekajcie! Nie chcę niczego oddawać! Ale zaraz... to nawet przyjemne uczucie... Zdrętwiały mi dłonie, choć dalej skapuje z nich krew. Kap, kap, kap... Czarny dym i część mojej duszy wypełniło skorupę tej kobiety/tego mężczyzny. Stoi przede mną jak to ciele, zupełny bez mózg, choć przecież to ja doprowadziłam ją/jego do takiego stanu. Naglę czuje metaliczny smak w swoich wargach, i zaczynam widzieć wszystkie jej/jego wspomnienia. Niektóre są naprawdę...urocze. Czyli ohydne, przesłodzone, takie dziwaczne. Te podobają mi się zdecydowanie najmniej, gdyż zazdroszczę, że czegoś takiego nie przeżyłam ja. Jednak kiedy dochodzę do tych gorszych wspomnień, czuję blask w swych oczach i już wiem, że to jest to. Cokolwiek to jest, kiedy piszę 'to' bo nawet ja sama nie jestem do końca świadoma. Nagle ni stąd ni zowąd po prostu zaczynam niszczyć te dobre wspomnienia. Nie wiem dlaczego, ale mam tak ogromną chęć zawładnięcia nad nimi, że wpierw muszę je zniszczyć i posłać do diabła. I tak też robię. Skóra osoby stojącej przede mną z każdym niszczejącym wspomnieniem szarzeje, widzę w nich ogromne zmarszczki, cienie pod nieistniejącymi oczami, odchodzące płaty skóry z policzków. Wypadają jej/mu włosy. Pozbawione samych sobie wyglądają jak mokry zdechły szczur.
   Wychodzę. Choć przyznam, że niechętnie. Ale cóż poradzić? Za bardzo chcę z powrotem część swojej duszy. Bez niej czuje się obco. Ale nie dostaje jej. Z ust dziewczyny/chłopaka wydostaje się jedynie czarny dym, ale nie goni go lśniące 'coś', tego już nie ma. Zbyt późno zrozumiałam, że skoro zabieram coś temu człowiekowi, to będę musiała oddać coś w zastaw. Niestety nie mogę oddać wspomnień, gdyż je zniszczyłam, dlatego tępo wpatruje się w jeszcze rozchylone usta kobiety/mężczyzny i zaczynam płakać. Ale w sobie, nie tak, by wszyscy widzieli. Płaczę za tym, że nie pomyślałam. Płaczę, bo już nigdy nie będę kompletna. Płaczę, bo wiem, że bez niszczenia wspomnień innych nie mogę normalnie żyć, więc będzie ubywać mnie coraz więcej, aż w końcu przepełnią mnie zniszczone wspomnienia, zapanuje we mnie wojna, kompletny chaos, czarna dziura, ale pozostanie świadomość... Zgniłam.

~.~.~.~.~.~

   Jest dziwnie. Nie mogę uwierzyć, że można tak skomplikować sobie życie, jak zrobiłam to ja. To miały być udane wakacje, a jestem przez cały czas tak samo zmęczona, jak gdybym w dalszym ciągu musiała zmagać się z tą szkołą. Może nawet bardziej. Nie wiem co ze sobą począć. Wszystko już kompletnie mnie znudziło, a ja sama nadal nie wiem co zacząć robić. Dłuższe czytanie powoduje szczypanie oczu, codziennie boli mnie strasznie głowa, jakby uderzano w nią pałką do bębnów, tylko że ta pałka ma na końcu jeszcze takie małe cholernie ostre igiełki. 
Jem, bo jem, piję, bo piję, żyje, bo żyje...
   Poznałam urocze dziewczę na ask.fm Niesamowite, że na takiej stronce można poznać jakiś wartościowych ludzi, którzy mają rozum, i to pokazują. 
   Wciąż tęsknie... 

wtorek, 11 czerwca 2013

11.06.13

   Czuję, jakbyś była obok mnie. Duszą, nie ciałem, ale jednak. Czuję, jakbyś śledziła każdy mój krok nie ujawniając się. Ale to wszystko mi pasuje. Nie chcę odcinać się od Ciebie całkowicie. Nadal chciałabym być częścią Twoje życia, bo Ty częścią mojego już będziesz na zawsze. Nie potrafię zupełnie usunąć całego mojego świata z tego, co mi pozostało. Po prostu nie potrafię. Wyobrażam sobie ciągle, że mimo tego rozstania Ty nagle pojawisz się w moich drzwiach. Ja, z gniazdem na głowie, podkrążonymi oczami i zakrwawioną wargą dosłownie padnę kiedy Cię zobaczę. Taka niespodzianka. Twoje niespodziewane wejście ponownie w mój mały świat. Niestety jednocześnie wiem, że nic takiego nie nastąpi.
   Chciałabym zamknąć się w starej szafie. Ale niech będzie ona pusta, bez ubrań, płaszczy, bez moli i innych robali. Niech będę tam tylko ja. Zamknięta. Odsunięta od zdrowego społeczeństwa. Tak chyba byłoby lepiej? Nie wiem... Czuję się zepsuta w środku. Piosenki nadal grają w mojej głowie, kawa nadal jakoś smakuje, deszcz ciągle pada, a ja ciągle żyje, tylko co z tego? Bez sensu życia wszystko traci ten blask. Jestem jak wypompowana opona w samochodzie. I nie ma zapasowej. Boli mnie kręgosłup. Zbyt długo nie widziałam czystego nieba i gwiazd w nocy. A księżyc? Istniejesz jeszcze, czy również dałeś sobie spokój i odszedłeś? Może kochasz się ze słońcem a ja nic o tym nie wiem? A gwiazdy? Gdzież wy jesteście. Wróćcie pieścić moje oczy, proszę. Bezsenne noce są katuszą, więc proszę, umilcie mi ten czas. Wolałam za wami ale wy nie odpowiadacie. Was nie ma. A raczej jesteście, tylko że zasłaniają was chmury. Z których uparcie pada deszcz. Nie chcę nikogo obrazić, kochany deszczu. Uwielbiam cię. Uwielbiam na ciebie patrzyć, jak rozbijasz się o chodniki. Jak uderzasz o liście i sprawiasz, że unosi się śliczny zapach. Naprawdę uwielbiam cię. Ale uwielbiam też gwiazdy. Ciebie mam ostatnimi tygodniami na co dzień, a gwiazd i księżyca nie widziałam wieki. Boję się, że oślepłam. Że to już nie widoki dla mnie. Że nie jestem już godna. Przepraszam... Nie chciałam. Nie chciałam zaprzepaścić ci przyszłości. Wróć. Przepraszam... Zjadłam truskawki ze śmietaną. Były pyszne. Umiliłam sobie parę minut, w których je konsumowałam. Miałam wrażenie, że jem piękno. Było zachwycone mym wnętrzem, a ja mu za to dziękowałam. Teraz uderza od środka w mój brzuch, chce się wydostać, bo jednak nie jest tam tak pięknie jak mu się wydawało. Za to też przepraszam. Nigdy nie będę idealna, ale chciałabym, by ktoś tak o mnie mówił mimo wad. Patrze na kurz. Mam wrażenie, że mnie obserwuje. Ma żółte ślepia i ostre zęby. To nic, że jest maciupki. Ja go widzę... Przepraszam. Czy ktoś ma chusteczkę? Nikt? Ale jak to. Ja noszę przy sobie prawie zawsze. Nie w tym momencie, ale jest mi bardzo potrzebna. Proszę, dajcie mi chusteczkę. Nie chcę, by łzy spadły w świat, albo by zatopiły się w ubranie, albo w moją skórę, albo we włosy... Daj mi chusteczkę. A najlepiej dwie. Nie... Najlepiej to ty mnie ocal. Ode złego.

NIE WIEM JUŻ JAK MAM SOBIE RADZIĆ.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

20.06.13

   Popełniłam ogromny błąd, myśląc, że możesz mnie uratować. Naprawdę myślałam, że za sprawą Twojej osoby wszystko mi się ułoży, że będzie tak, jak być powinno. Snułam plany na przyszłość zapominając, że przecież wszystko zbyt szybko się zmienia, że nie powinnam robić czegoś takiego tylko dlatego, że byłaś przy mnie rok. Rok, to sporo czasu, ale ja myślałam, byłam przekonana, że zostaniesz już na zawsze. Chciałam pieścić Cię w swoich ramionach, całować Twoją główkę, sunąc delikatnie opuszkami palców po Twych piersiach i mieć tą świadomość, że będę to miała każdego dnia. Każdego następnego dnia do końca swojego życia. Byłam przekonana, że pozostaniesz przy mnie na zawsze, że to nie tylko taki kaprys, takie widzimisię. Najwyraźniej bardzo się pomyliłam dlatego właśnie teraz zostałam z niczym. To straszne uczucie. Tak zostać z zupełnym niczym.
W sumie nie wiem, czy mogę tak szczerze powiedzieć, bo przecież mam trzy przyjaciółki. Ale przecież to przyjaciółki, a nie osoby, z którymi chciałabym się ożenić, wieść życie aż do śmierci. To zupełnie inna sprawa. Inne osoby, inne charaktery. Ja chcę Ciebie. Ciebie. A nie mam i najprawdopodobniej już nigdy mieć nie będę. Jak tak można życie? Jak?! Zwracam się do ciebie z tym pytaniem, a ty jak zwykle mi nie odpowiadasz. Pozwalasz, bym została z tym problemem zdana na samą siebie i nie pomagasz. Nie pomagasz, wciąż tylko dorzucasz coraz więcej problemów, ciesząc się zapewne z tego, że tak pięknie sobie z nimi nie radzę. Naprawdę cieszy cię cudze nieszczęście? Naprawdę aż tak bardzo lubisz na nie patrzeć? Myślę, że owszem. Świecie, twój parszywy charakter i sposób, w jaki się z nami - ludźmi obchodzisz, jest wręcz karygodny, więc dlaczego aż tak bardzo dziwisz się, kiedy ludzie odpłacają ci cierpieniem za cierpienie? Dlaczego dziwi cię, że nie szanują natury? To straszne, ja wiem - nie szanować natury, pozwalać, by wszystko usychało, paliło się, by wszystko obracało się w coś martwego, ale strasznym jest również to, że zupełnie to samo dzieje się z ludźmi. I to przez ciebie świecie. Logika... Brak logiki... Logika... I jej brak... Chciałabym, by wszystko było dobrze, a wszędzie otaczały mnie kolorowe, pachnące kwiatki. Ale to się nie stanie, wiem, że to się nie stanie, bo jest to póki co niemożliwe.
   Przestałam marzyć, przestałam snuć plany na przyszłość już od jakiegoś czasu. Wiem po prostu, że nie warto. Prędzej czy później ponownie przejadę się na czymś lub na kimś. Zawsze znajdzie się coś, co tę przyszłość zniszczy. Nie mogę już dłużej marnować na to czasu, dlatego też od tego momentu będę myślała tylko i wyłącznie o teraźniejszości. Jak mogę udoskonalić dzisiejszą chwilę, która właśnie trwa? Może zrobię sobie zaraz kanapki ze swoim ulubionym serem? Może do tego zrobię sobie herbatę, a potem będę czytała nowo zaczętą książkę? Może zaraz wychylę się przez okno tak bardzo, że spadnę na dół? Niestety mieszkam na trzecim piętrze, więc raczej by mnie to nie zabiło. Chyba że upadłabym tak, bym złamała sobie kark. Jednak z moim szczęściem (tu zawiało ironią) nic takiego się nie zdarzy, i jedynie skończy się na potłuczeniach, może złamie rękę, ewentualnie nogę albo i to i to.
   Nie chcę jeszcze umierać. Za krótko byłam kochana. Chcę przeżyć momenty przytulania ukochanej osoby, chcę czuć jej ciało przy swoim ciele, chcę czuć jej zapach, chcę budzić się przy niej, chcę jeszcze tak wiele, że nie mogę umrzeć już teraz czy w przyszłym tygodniu. Wbrew wszystkiemu chcę najpierw przeżyć najszczęśliwsze chwile a dopiero potem mogą mnie zjeść robaki czy liznąć płomień obracając mnie w pył. Nie wiem już co mam robić, byt wiele razy na ten temat myślałam, że już mam mętlik... A kiedyś było tak pięknie. Skąd mogłam wiedzieć, że zniszczę Ci życie?

sobota, 1 czerwca 2013

01.06.13

   Mam tłuste palce. Chciałam zjeść naleśniki, ale po paru 'kubkach' martini zmieszanego z sokiem pomarańczowym nie wiem, czy to dobry pomysł. Zjadłam również pizze. Zbyt dużo myślałam i zbyt dużo płakałam w środku. Nie mogłam wypłakać się na zewnątrz, bo nie chciałam, by wszyscy to zobaczyli. Po co? Co by to zmieniło, że ktoś zobaczyłby jak mi źle? Co by to zmieniło? Zrobiliby coś? Stał by się cud i nagle wszystko zaczęłoby się układać? Co by to zmieniło? Myślę, że nic. Nic, nic, nic. Jestem zbyt głupim człowiekiem, dlatego właśnie nigdy nie pojmę tego świata. Mam tłuste palce. Tłuste palce mam. Od oleju. Od naleśników. Od tłustego widelca.
   Boję się. Każdego ranka, kiedy otwieram oczy - boję się. Każdej nocy, w której budzę się z paniką w sercu, a ono pędzi, jak gdyby spieszyło się, by dopaść ten niezidentyfikowany ból i go pożreć - boję się. Każdego dnia, w którym muszę zmierzyć się z tą niezbyt przyjemną rzeczywistością, z tymi ludźmi, którzy patrzą się na ciebie spod byka, nie ufając nikomu, ale w myślach obmyślając, jakby cię tu upierdolić - boję się. Każdego dnia w szkolę, w którym obawiam się o swoje już i tak mocno nadszarpane nerwy - boję się. Kiedy kładę się spać, rozmyślając o właśnie skończonym dniu, o tym, co się stało, co się nie stało i co stać się mogło, o tym, co zrobiłam a czego nie, o tym, co straciłam, o tym, co zyskałam, o tym, co zniszczyłam - boję się nawet wtedy i kiedy śpię również się boje wiesz? Ale sen, to taki drugi rodzaj umierania. Bardzo przyjemny o tyle o ile. Jeśli śnią ci się w nim same koszmary, strasznego, przeraźliwe koszmary, które doprowadzają cię do bólu serca z przerażenia, to nie jest już przyjemny, a jedynie odpychający. Robisz wszystko, byle tylko nie zasnąć. A kiedy już jakimś cudem zasypiasz, to budzisz się w środku nocy. Rozglądasz się po swoim pokoju, który jakimś dziwnym sposobem nie wygląda jak twój pokój. Albo wygląda, ale jest jakiś taki...przerażający. Coś się w nim zmieniło, coś powoduje, że ogarnia cię przerażenie, strach tak namacalny, że aż niemożliwy. A jednak. Właśnie coś usłyszałeś. O, a teraz właśnie zobaczyłeś coś kątem oka. Wydaje cie się? Tak myślisz? Może i masz racje, ale ja osobiście uważam, że to zdarzyło się naprawdę. Tak jak i to, że właśnie sparaliżowało cię ze strachu, właśnie szybkim ruchem zapaliłeś lampkę nocną. Jesteś cały spocony, serce bije ci zbyt szybko, dobrze o tym wiesz. Boli. Rozglądasz się cały czas po pokoju, ale nic nie widzisz. Nie widzisz, ale czujesz czyjąś obecność. Postanawiasz włączyć telewizor, by odgonić czarne myśli i strach. Niestety nie ma nic ciekawego, jedynie jakieś programy o wróżeniu z kart tarota. Kiepskie oderwanie od tego, co się dzieje w pokoju. Oglądasz jakiś badziew, ale to nic nie daje. Wyłączasz telewizor, za to włączasz radio. Lecą jakieś polskie stare piosenki. Raniące dla twych uszu, ale zawsze to jakieś zwrócenie twojej uwagi. Na komputer nie wchodzisz, bo biurko jest zbyt blisko przy oknie - boisz się, że coś cię przez nie złapie. Kładziesz się. Starasz się usnąć. Ale nie możesz. Nie możesz, bo to coś jest razem z tobą. Jest tuż obok ciebie. Prawdopodobnie nawet dmucha ci w twarz swoim zimnym oddechem. Wszystko jest złe. Nawet ty sam. Ze strachu zatraciłeś swoje prawdziwe ja. Już ciebie nie ma. Jest tylko twoja skóra na twoim szkielecie. Ale ciebie już nie ma. Nie ma. Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie am, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma. Nic już nie ma...

Boję się.




czwartek, 30 maja 2013

30.05.13

Jestem do dupy. Tak, tak. Przecież ja to wiem, i ty to wiesz, i wszyscy to wiemy, więc po kiego to pisze? Chyba po to, by się zdołować; teraz i tak na przyszłość. Przecież ktoś to musi robić, przecież ktoś musi mnie dołować, więc dlaczego to musi robić zawsze ktoś inny, ktoś z zewnątrz? Dlaczego to nie mogę być ja? Pewnie - żadna frajda doprowadzać się na własne życzenie do ruiny, ale to zawsze jakieś zajęcie. Zawsze jakoś zabija się czas. Jest fajnie... Jest fajnie... Nos piecze od środka, a głowa boli strasznie. Jest fajnie... Bolą mnie nogi, mózg się rozwala, a oczy pieką i bolą. Jest fajnie... Warga jest cała w strzępach, ciągle krwawi i piecze, jakbym wysypała na nią sól. Jest fajnie... Wiesz, że sól wżera się w me rany i wcale nie zaspokaja mego masochistycznego rytuału? Jest fajnie... Nie jestem masochistką. Nie jestem. Właściwie nie wiem kim jestem. Kim jestem? Jest fajnie... Mogłabym napisać, że jestem dziewczyną. Bo przecież jestem. Ale to, jaką mam płeć jest bardzo łatwo zgadnąć a i to nie jest najważniejsze. Jest fajnie... Całe życie przede mną, a ja już zastanawiam się jak umrzeć. Jest fajnie... Zastanawiam się również jak żyć, żeby nie umrzeć - i gdzie tu logika? Jest fajnie... Ty też się zastanawiasz? I jak ci idzie? Dostałeś odpowiedzi na swoje pytania? Muszę wiedzieć, bo może mi pomożesz dzieląc się ze mną tymi sekretami. Jest fajnie... Jeśli pod głośnie moje krzyki we wnętrzu to usłyszy je cały świat. Ale ja nie jestem pewna, czy chcę, by wszyscy słyszeli co się we mnie dzieje. Przecież to nie dobrze, jak o człowieku wie się aż tyle. To nie dobrze... A gdyby ktoś dowiedział się co mi w duszy gra, wylądował by w szpitalu psychiatrycznym na tym najostrzejszym najgroźniejszym oddziale, nie mając szansy na ratunek ale skrycie go oczekując. Jest fajnie... Nie chcę mieć na sumieniu psychiki ludzi, ale chyba już na to 'nie chcę' za późno. Co mam robić? Jest fajnie... Nie chcę nikogo przepraszać za rozwalenie mu mózgu, bo przecież nie jestem wszystkiemu winna... Czy nie? Jest fajnie... A kiedy zamykam dłoń, mocno... A kiedy zaciśniętą pięść rozprostuje... Widzę odciśnięte półksiężyce... Z których sączy się błotnista krew, zupełnie tak nie podobna do mojej, mojej, którą zapamiętałam, którą przecież codziennie pije... Jest fajnie?
Czuję do ciebie wstręt... Wstręt tak namacalny, tak rzeczywisty, że to boli. Ten wstręt wypala we mnie jakąś dziwną dziurę, która zieje pustką. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie w tym szaro burym i ponurym świecie? Nie ja jedna, nie ja jedyna... Ale czuję do ciebie ten wstręt... I krzyczę do ciebie 'ty idiotko, ty wstrętny człowieku'. Nienawidzę cię. Z całego serca cię nienawidzę. Kiedyś próbowałam pokochać, ale chęci poszły na marne i nic nie uzyskałam. Nienawidzę cię. Życzę ci śmierci. Stoje przed tobą, mówisz: to nie koncert życzeń. Wiem, ale ja w duchu taki koncert właśnie prowadzę, więc może moje życzenie zostanie spełnione. To zależy tylko i wyłącznie ode mnie, bo to mój koncert. Widzę, że zbladłaś. Widzę strach w twych oczach. I dobrze. To dobrze. Giń. Giń szmato. Giń i zgnij wreszcie!!! Ups... Przepraszam... Mówię, przepraszam, gładząc taflę lustra. Czy naprawdę wykrzyczałam te wszystkie słowa do swojego odbicia? Przepraszam... Ale giń. Rzucony kamień w lustro powoduje, że ono rozpryskuje się na wszystko strony. I rani mnie w rękę, a kawałek wbija mi się w oko. Zraniłaś mnie... Zraniłam się... Zraniliście mnie.

***

Dzisiaj było...dobrze. W sumie dzień zmarnowany na pewną osobę, która jak się okazała jest tępa jak dzida. Dobrze, że byłam cały czas z P. bo chybabym padła, leżała, i nie wstawała. Tylko ja się pytam, no pytam się do cholery - jak można chodzić z kimś, z kim pisało się ledwie dwa razy, spotkało się raz i rozmawiało w cztery oczy zaledwie 4 godziny i w tym samym dniu z nim chodzić? J a k m o ż n a ? ! Przecież to kpina a nie miłość. Jesteście siebie warci, ale ciebie droga 'przyjaciółko' miałam za kogoś mądrzejszego. A tu się okazało, że jesteś debil a nie człowiek rozumny. Żałosne, tak bardzo żałosne...
Jutro domowy odpoczynek. Czekam na poniedziałek z P., by kupić wreszcie mnóstwo książek. Mnóstwo.

Smutno.

poniedziałek, 13 maja 2013

13.05.13. (WŁAM)

Cześć kochanie, robię Ci taki mały włamik haha, mam nadzieję, że się nie przerazisz jak tutaj zajrzysz :) Siedzę sobie teraz i piję kawusię, myślę o Tobie a w głowie wciąż siedzi mi nasza wczorajsza wieczorna rozmową którą nakręciłaś mnie do tego, żeby tam do Ciebie jechać i Cię zjeść. Wyobrażam sobie różne sytuacje, w których jesteś obok mnie, w których jesteś przy mnie blisko i wiesz? Może jakąś tutaj opiszę bo w sumie czemu nie, jak włam to włam <333

Czekasz na mnie na peronie, jesteś strasznie zdenerwowana, czuję to już w pociągu. Ja również się denerwuję. Pociąg podjeżdża na stację, wysiadam i rozglądam się w poszukiwaniu Ciebie. Nagle Cię zauważam, Ty również mnie zauważasz. Idziesz wolnym i nie pewnym krokiem, ja również. Nagle nasze oczy spotykają się i nie liczy się nic więcej. Łapię Cię w objęcia, i przytulam do siebie tak mocno, że zaczynam bać się o to, że Cię za chwilę uduszę. Gładzę dłonią Twój policzek i mam okazję ujrzeć uśmiech na Twojej twarzy, tak piękny, promieniejący. Spoglądam w Twoje oczy i widzę jak odbijają się w nich promienie słońca, dzięki czemu są bardziej wyraziste, ich kolor podkreśla Twoje kości policzkowe. Mam ochotę Cię pocałować, ale trochę się krępuję, widzę, że Ty również. W końcu zdobywam się na odwagę, obejmuję Cię i zbliżam swoje wargi do Twoich warg i stajemy się jednością. W jednej krótkiej chwili czuję, jak stajemy się jednością i to jest piękne. Niechętnie odrywamy się od swoich ust. Mówisz, że pójdziemy do Ciebie, bo nikogo nie ma w domu, więc będziemy mogły spędzić trochę czasu razem. Zgadzam się bez wahania, prowadzisz mnie w kierunku swojego mieszkania, trzymam kurczowo Twoją dłoń, by czuć, że jesteś obok mnie, by czuć, że jesteś tu naprawdę, że to nie jest sen, że to prawda i że to dzieje się naprawdę. Docieramy na miejsce, nerwowo szukasz kluczy w Torbie, a ja się uśmiecham. Kiedy je odnajdujesz, otwierasz drzwi i zapraszasz mnie do środka. Robisz nam kawę i siadamy delektując się jej smakiem. Uważnie obserwuję każdy Twój ruch, udało mi się zauważyć, że pijąc kawę, jej krople osadziły się w Twoich kącikach ust. Podchodzę do Ciebie, powoli, delikatnie, kładę dłonie na Twoich policzkach i lekkim ruchem zlizuję resztki kawusi z Twoich warg. Czuję jak się uśmiechasz, więc czuję się bardziej pewnie. Moja dłoń wędruje na Twój kark. Czuję się wspaniale, czuję, że jesteś tylko moja i że ta chwila należy do nas. Chwytam Twoją dłoń i sadzam Cię na moich kolanach. Wtulam głowę w Twoją klatkę piersiową i przymykam oczy. W końcu jesteś moja. W końcu jestem przy Tobie. Pragnę by ta chwila trwała wiecznie.

Ciąg dalszy tej o to historii kochanie poznasz, kiedy już się zobaczymy, bo nie ładnie wypisywać tak zbereźne rzeczy na blogu haha ;** Kocham Cię ponad wszystko moja żabko, pamiętaj o tym ;***
Przy Tobie czuję, że oddycham. Kocham Cię.