niedziela, 14 kwietnia 2013
14.04.13
Krótka informacja: blog został przeniesiony. Powodów jest wiele, ale te najważniejsze to to, że za wiele osób, które znam osobiście wie i czyta ten blog. Nie czuje się już tu tak swobodnie jak kiedyś. Wątpie, bym tu kiedykolwiek wróciła, ale nie usunę tego, co tu pisałam przez rok. To dla mnie zbyt ważne, i chętnie wrócę do tego za paręnaście lat. Rozpoczynam coś nowego, a co za tym idzie na nowym blogu. Dziękuję wszystkim. Żegnajcie.
wtorek, 2 kwietnia 2013
02.04.13
Czy dobrze wpisałam date? Nie wiem. Nie wiem już nic. Muszę gdzieś coś napisać... Bo oszaleje, jeżeli już do tego nie doszło... Nikt mnie nie kocha. Hhaha... Powiedziałam to już dzisiaj na głos chyba ze sto razy. Jest mi nadzwyczaj smutno, i nie wiem, jak to teraz będzie. Jeżeli w najbliższym czasie nie zmieni się coś na lepsze, to chyba ocipieje. Widziałam dzisiaj normalnie anioła... To był anioł a nie chłopak do cholery. Cud malina... Nie powinnam tak pisać, ale kiedy on naprawdę był...cóż, był olśniewający. Długie, proste, blond włosy, delikatne rysy twarzy, śliczne usta, szczupłe dłonie, grał na gitarze. I prawdopodobnie miał dziewczyne. Trudno. Ale był śliczny i tak czy tak trzeba byłoby mu to przyznać.
Było mi dzisiaj smutno i jest tak w dalszym ciągu. Czuje się taka niekochana, że aż to śmieszne. Niby żaden powód do niepokoju, ale jednak to okropne uczucie. I nie chodzi mi tu o uczucia mojej rodziny. Ja wiem, że na swój sposób mnie kochają. I świetnie. Chodzi mi tu raczej o... O to, czego nie potrafię wyrazić. Chciałabym mieć osobę, która świata by poza mną nie widziała. Taką osobę, która w swoich oczach miała odbite to głębokie uczucie, którym mnie obdarza. Chciałabym, by ta osoba była i mimo wszystko nie odtrąciła mnie. Chciałabym by kochała moje nieujarzmione włosy, kochała moje głupie poczucie humoru... Chciałabym by po prostu była i oddała mi się bez reszty. Ja w zamian za to, zrobiłabym to samo. Z uśmiechem na twarzy pchałabym się w ta chorą grę miłości, w której chodzi tylko o to, by gdy będzie dobrze, nastało to coś odpychającego. I jaki to ma sens... Ale miłość nie musi mieć sensu by istnieć. Ludzie wypinają się na nią ale i tak ich dopada, i ma z tego uciechę. I po prostu jest. Tutaj nie potrzeba żadnego sensu. I to może właśnie to jest przyczyną problemu?
Kiedy coś uparcie gaśnie - zaufaj iskierce nadziei.
Jakże to boleśnie do nas pasuje...
Nawet nie wiem, czy są jacyś my, czy już jesteśmy osobno.
Zamykając oczy jestem pewna, że kiedy je otworze coś będzie inaczej, że coś się zmieni. Niekoniecznie chodzi tu o to, że przykładowo coś mi nad głową wybuchnie. Nie. Chodzi mi tu raczej o to, że ilekroć zamykamy oczy a potem je otworzymy, to coś sie wokół nas zmieni. Wokół nas a może i także w nas? Choćby to miało być tylko rozmieszczenie kurzu, choćby jakiś robak tylko się przesunął to jednak coś się zmieniło... Choćby to miała być tylko jakaś nieistotna pierdoła, to jednak. Może to jest właśnie takie fascynujące? Choć pojęcie fascynujące jest chyba pojęciem zawyżonym w tym przypadku. Ale innego nie znajduje, za późna godzina.
Pisze tu co miesiąc... Jakże to upokarzające, głupie i smutne. To chyba przez to, że za dużo osób, które mnie znają osobiście, maja dostęp do tego bloga i go czytają... Przez to nie pisze mi się tak swobodnie jak kiedyś. Czas pomyśleć o zmianie bloga.
Było mi dzisiaj smutno i jest tak w dalszym ciągu. Czuje się taka niekochana, że aż to śmieszne. Niby żaden powód do niepokoju, ale jednak to okropne uczucie. I nie chodzi mi tu o uczucia mojej rodziny. Ja wiem, że na swój sposób mnie kochają. I świetnie. Chodzi mi tu raczej o... O to, czego nie potrafię wyrazić. Chciałabym mieć osobę, która świata by poza mną nie widziała. Taką osobę, która w swoich oczach miała odbite to głębokie uczucie, którym mnie obdarza. Chciałabym, by ta osoba była i mimo wszystko nie odtrąciła mnie. Chciałabym by kochała moje nieujarzmione włosy, kochała moje głupie poczucie humoru... Chciałabym by po prostu była i oddała mi się bez reszty. Ja w zamian za to, zrobiłabym to samo. Z uśmiechem na twarzy pchałabym się w ta chorą grę miłości, w której chodzi tylko o to, by gdy będzie dobrze, nastało to coś odpychającego. I jaki to ma sens... Ale miłość nie musi mieć sensu by istnieć. Ludzie wypinają się na nią ale i tak ich dopada, i ma z tego uciechę. I po prostu jest. Tutaj nie potrzeba żadnego sensu. I to może właśnie to jest przyczyną problemu?
Kiedy coś uparcie gaśnie - zaufaj iskierce nadziei.
Jakże to boleśnie do nas pasuje...
Nawet nie wiem, czy są jacyś my, czy już jesteśmy osobno.
Zamykając oczy jestem pewna, że kiedy je otworze coś będzie inaczej, że coś się zmieni. Niekoniecznie chodzi tu o to, że przykładowo coś mi nad głową wybuchnie. Nie. Chodzi mi tu raczej o to, że ilekroć zamykamy oczy a potem je otworzymy, to coś sie wokół nas zmieni. Wokół nas a może i także w nas? Choćby to miało być tylko rozmieszczenie kurzu, choćby jakiś robak tylko się przesunął to jednak coś się zmieniło... Choćby to miała być tylko jakaś nieistotna pierdoła, to jednak. Może to jest właśnie takie fascynujące? Choć pojęcie fascynujące jest chyba pojęciem zawyżonym w tym przypadku. Ale innego nie znajduje, za późna godzina.
Pisze tu co miesiąc... Jakże to upokarzające, głupie i smutne. To chyba przez to, że za dużo osób, które mnie znają osobiście, maja dostęp do tego bloga i go czytają... Przez to nie pisze mi się tak swobodnie jak kiedyś. Czas pomyśleć o zmianie bloga.
Nie żyje.
Nie żyje.
Nie żyje.
Nie żyje.
Nie żyje.
sobota, 2 marca 2013
02.03.13
Puf. Czuje się tak, jakby mi ktoś przypieprzył w łeb. Ja po prostu wreszcie przejrzałam na oczy. Miłość przez internet nie istnieje. A ja głupia się łudziłam. No ale nic, dostałam za swoje, sparzyłam się i więcej już do czegoś takiego nie dojdzie. Lepiej późno niż w cale, no nie? Ale spokojnie, spokojnie. Jakoś daje rade. Daje radę głównie dlatego, że wiedziałam, że to się prędzej czy później skończy no i też dlatego, że mam co robić, tak więc nie mam czasu na rozmyślanie. Chwała bogu.
Nie będę więcej o tym pisała. Ale jeszcze podziękuje Ci M. za te wszystkie chwile, mimo, że były takie a nie inne. Liczyłyśmy na coś więcej, nie wyszło - trudno. Zerwałaś - okej. Twoja decyzja, ja ją szanuje, i jest okej.
Nie będę więcej o tym pisała. Ale jeszcze podziękuje Ci M. za te wszystkie chwile, mimo, że były takie a nie inne. Liczyłyśmy na coś więcej, nie wyszło - trudno. Zerwałaś - okej. Twoja decyzja, ja ją szanuje, i jest okej.
~~~
Bardzo się martwie o mojego psa... Niestety dzieje się z nią coś niedobrego i jest podejrzenie poważnej choroby. Właściwie to dwóch, ale tylko jedna z nich jest uleczalna. Jeśli jest chora na tą nieuleczalną - będzie ją trzeba uśpić. Nie wierzyłam własnym uszom, kiedy C.A. mi to oznajmiła. To się nazywa niesprawiedliwość i wredność życia, do cholery! Życie, och życie, nie mogłeś z cierpieć, że jestem wreszcie... nie w dole, ale też i nie w wyżynach, tylko gdzieś pośrodku, gdzieś, gdzie jest dobrze, i musiałeś zesłać coś takiego? Przyznam szczerze, że dzięki mojej suni wreszcie zaczęłam się uśmiechać... Może nie jakoś rewelacyjnie, nie długo ale jednak... A teraz choroba chce mi ją odebrać. Przecież to są jawne kpiny! Co ja bez niej zrobie? Wiem, że to 'tylko pies', ale dla mnie to jest moja cześć mnie. Naprawdę... Mogłabym być sama do konca życia, byle z nią. Ciągle i ciągle mówie sobie, że będzie dobrze, że jeszcze będę mogła mówić do niej babciu. I mam nadzieje, że tak właśnie będzie. Nic mi już nie pozostało. Dziewczyna ze mną zerwała, pies ma problemy, mam jedynie moje przyjaciółki, dwie istoty, które muszę za wszelką cene pielęgnować i nie dać im odejść. Już nie dam nikomu odejść ze swojego życia. Teraz mam tylko je i musi tak zostać. W głębi duszy nie chcę zostać tak całkowicie sama. Samotność to nic złego tylko wtedy, kiedy człowiek tak właśnie wybrał. Ale nie z konieczności, tylko z wygody.
Dni mijają dobrze. Nie jest znowu tak źle, jak myślałam, że będzie. I wiem, że będzie lepiej, i gorzej, i znowu lepiej i znowu gorzej itak aż do usranej śmierci, ale to nic. Naprawdę. Moja Droga E. nie ma swojej miłości i tak z Nią żartuje, że teraz jesteśmy takimi dwoma sierotkami i że mogłybyśmy zamieszkać ze sobą, byśmy podtrzymywały się na duchy, że ktoś tam dla nas istnieje - nasza druga połówka... Teraz w to nie wierze. Teraz miłość dla mnie to jedna wielka pomyłka, ale tak chyba zawsze jest po rozstaniach? Z drugiej strony miłość to taka... jedna wielka czarna dziupla, w którą wlewa się gówno z wymiocinami. Kajdankami przypięli mnie do krat bramy cmentarza - jednocześnie więżąc mnie w nim. Nadgarstki mam obdarte do krwi. Z ran sączy się również ropa a skóra odpada, aż widać mięso. To nic strasznego. Nie mam odruchów wymiotnych, jest jedynie świadomość, że coś się skończyło, a coś się zaczęło.
***
Nie mam głowy tu pisać. Czekam jedynie na: Epoke lodowcową - bo spora dawka śmiechu mi się przyda, Obcy 4 - bo średni horror jest zawsze lepszy od marnego horroru, Awatar - bo lubie niebieski *_* I na nic więcej, bo mam nudne życie. Jestem przeziębiona, smarki się ze mnie wylewają, ogłuchłam, jestem wiecznie zmęczona, aaach... Nawet mnie nikt nie chce, no kurwa spłoooooneeeeeeeeeeeeee, czuje to.
Pomarańcz.
sobota, 23 lutego 2013
23.02.13
Jesteśmy tak różni. Dwa zupełne inne światy. Dwa inne światy zbudowane na dwóch zupełnie różnych zasadach. To co jednej wydaje się dobre, drugiej kompletnie nie odpowiada - te dwie różne osoby wyznaczyły sobie inne granice. Człowieka nigdy do końca nie poznasz, ale to chyba nie jest takie ważne. Równie dobrze można oszukiwać się, że taki układ jest dobry, że nie ma w nim nic chorego. Można wołać, głośno, człowieku, cóż eś ty uczynił? ale jaki to ma sens? Gdzie w tym logika, skoro nikt na to nie odpowie, bo nie wie jak? Jesteśmy tak różne, Moja Droga. Może to właśnie te dwa różne światy, w których żyjemy, powodują, że nie potrafimy znaleźć wspólnego języka? Może to, a może tamto...
Możemy tak wymieniać prawdopodobne powody, ale, powtórzę,jaki to ma sens? Bardzo bym chciała, żeby to się wreszcie skończyło. Żeby nieporozumienia i niedogadywania się zastąpiło coś dobrego. Wreszcie. Czekam na to odkąd zaczęło byś źle przez dłuższy okres czasu. Czekam na to, ale to jeszcze nie pojawiło się ani razu. Owszem, była nadzieja, ale nadzieja jest przecież tak ulotna... Brakuje tego czegoś, by było dobrze. Tego czegoś, czymkolwiek to jest. Pozwalamy na zbyt wiele, niszcząc tym samym to, co się między nami narodziło. Co nas połączyło.
Możemy tak wymieniać prawdopodobne powody, ale, powtórzę,
~~~
Ten rok został przeze mnie zmarnowany. Wychodzi na to, że spieprzyłam sobie rok swojego życia. Ale wiesz co? Nie przejmuje się tym, bo moje całe życie, to jedna wielka pomyłka, więc, różnica w te czy we wte to nic. Moje sny przybierają bardzo dziwny wyraz. Otóż są zbyt rzeczywiste. Stały się zbyt rzeczywiste tak, że kiedy się budzę, mam przekonanie w ręce, że to się rzeczywiście wydarzyło, i jestem skłonna kontynuować te senne czynności w realu. Straszne, bo jeszcze nigdy czegoś takiego nie miałam. Tego przeświadczenia, że tak było naprawdę. A skoro mówimy o snach, teoretycznie mogłabym je potrafić rozpoznać. Wielu ludzi nie potrafi odróżnić snu od jawy, bo ich sen jest zupełnie taki sam. A pisząc taki sam, mam na myśli swoje sny: gdyż moje sny są zawsze jakby w gorszej jakości niż realny obraz oczu. Nigdy nie są zbyt wyraźne, tylko jakby za mgłą, jak gdyby zostały nakręcone przez starą kamerę. Ale mimo tego właśnie najważniejszego szczegółu, ja w śnie zawsze mam przeświadczenie, że to się dzieje naprawdę. Raczej każdy tak ma, ale piszę to dlatego, że są takie osoby, które potrafią kontrolować swój sen. To niesamowite, to naprawdę coś. Jednakże ja tego nie potrafię, a bardzo bym chciała potrafić. E. to rzekomo umie, a wg niej pierwszym i największym krokiem jest uświadomienie sobie, że to sen. Jak na ironie, ja w śnie mam czasami pewność, że to sen, dzięki właśnie 'nieczystemu obrazowi', a jednak dupa z tego wyszła.
Sen to piękna umiejętność naszego mózgu. Przeważnie wolę nie śnić wcale, gdyż niestety z reguły śnią mi się raczej niezbyt przyjemne sny. Nie wiem na czym polega mój problem. Bardzo chciałabym oderwać się od przykrości i strachu przynajmniej śniąc, ale nic z tego. Chciałabym kontrolować swoje sny a w nich przenosić się do swojego wymyślonego świata. Lepszego świata i jakże przez to niepodobnego do naszego realnego... Chciałabym, żeby istniały takie osoby na świecie, które posiadają jakieś moce. Śmieszne, prawda? Ironicznie śmieszne bo głupie. Ale mam już tak bardzo dość tego monotonnego świata i ludzi, że to byłoby miłe oderwanie się od codzienności. Hm...
Kiedyś, w sumie nie tak dawno, myślałam, że samobójstwo to jedyne najrozsądniejsze i najłatwiejsze rozwiązanie. Nic bardziej mylnego, ponieważ nie jest najłatwiejsze. Haha. Nadal uważam, że jest najrozsądniejsze, ale na pewno nie przychodzi łatwo. Przynajmniej nie każdemu.
Ale pojawiła się nowa myśl, nowe pragnienie, które co prawda jest małe ale jest - trzeba walczyć. Wiadome jest, że życie opiera się głównie na ciągłej walce - jestem jeszcze młoda, ale także trochę zmęczona tym, że ciągle wymaga się ode mnie walki. Strach pomyśleć co to będzie, kiedy będę już w kwiecie wieku.
Chciałabym kiedyś napisać książkę. Idiotyczna myśl, zważywszy na to, że się do tego nie nadaje, no ale pragnienie kwitnie we mnie już niecały rok. I nie więdnie. I wciąż rodzą się nowe pomysły. Brakuje tylko jawnej zachęty z mojej strony. Bo wciąż się zniechęcam. Przecież dobrze wiem, że jeżeli napisałabym książkę, i udajmy, że ktoś ją wydał, ktoś przeczytał itp. to to będzie raczej śmierdząca psychizmem książka a nie jakaś tam radość, radość, różowe jednorożce, problemów nie ma, jest sex, masa kasy omomo wygylygy ecie pecie. Już lepiej nie wydawać nic. Ale z miłą chęcią napiszę książkę razem z moją M. O nas. To wcale nie jest zły pomysł, zważywszy, że razem raźniej. Może kiedyś. Jak dotrwamy.
P. i E. oznajmiły mi, że jestem za szczera, przez co czasami bardzo nie miła. Przykro mi bardzo bejbs, no ale taka już jestem. W porządku - kiedyś taka nie byłam, potem byłam tylko w połowie, a teraz rzeczywiście jestem całkowicie, ale postanowiłam mówić otwarcie to, co myśle i się nie przejmować. Już nie mam nic do stracenia, a nudzi mnie moje obecne życie, więc będę dolewała oliwy do ognia ile mi się będzie żywnie podobać. I tak kiedyś odejdziecie, i tak kiedyś zostane sama, i tak kiedyś ktoś powie koniec. Będę gotowa.
Krzyk.
Zwykle nie słucham tak spokojnej muzyki...
Ale ta piosenka po postu mnie oczarowała, i słucham jej na okrągło.
A kiedy nawet jej nie słucham, to i tak nucę sobie w myślach, czy pod nosem.
środa, 20 lutego 2013
20.02.13
Jest już koniec lutego, a ja w dalszym ciągu czasem mylę się przy wpisywaniu w dacie roku. Ilekroć dochodzę do tego momentu, moja ręka waha się i muszę sobie dokładnie przypomnieć, że przecież ojciec się wtedy upił, że przecież usłyszałam wtedy po raz pierwszy tę cholernie wkurzającą piosenkę Ona tańczy dla mnie czy jakoś tak, że przecież ludzie w telewizji wrzeszczeli pięć!...cztery!...trzy!...dwa!...jeden!...SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!! Że przecież żałowałam, że nie mogę 'świętować' końca nieszczęsnego roku z moją M. Kiedy już sobie to wszystko uświadomię, wtedy mogę spokojnie wpisać 13 w końcówce. Bardzo wiele rzeczy do mnie nie dochodzi. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Czasami muszę się bardzo mocno skupić, by zacząć ogarniać to, co się w okół mnie dzieje.
Nie, żebym tego jakoś szczególnie chciała, jednakże mam za dużo nieprzyjemności, by przez swoją niedyspozycje umysłową dokładać sobie jeszcze więcej zmartwień.
Zadawanie sobie pytań jest bez sensu, mój rozum to wie. Ale pytania nie wiedzą. Przychodzą - bez pukania i dowiadywania się, czy mi to akurat odpowiada. Chcą, aby się nimi zajmować, wszystko jedno, o jakiej porze się pojawiają. Odpowiadam im, że nie wiem. Czasami mówię im też, że nie wierze. Niczego by to nie zmieniło. Pytania są bezczelne, prawda? Przychodzą kiedy im się tylko podoba i ani im się śni, by raczyć zapytać, czy aby na pewno chcemy ich, i tej niepewności, która wraz z nimi przyjdzie. Pytania kują mnie w myśli, wżerają się w nie perfidnie i każą mi się na to godzić. Nie godzę się, wiesz? Walczę z nimi, bo przecież to nie one mają tutaj rządzić... To ja jestem panem swego umysłu i nie mogą mi tego zabrać. Przecież umysł, to jedyne, co mam, co jest moje i co kontroluje ja... Prawda? Czy aby się nie mylę? Już nie wiem... Już się w tym wszystkim pogubiłam... A w dzisiejszych czasach tak łatwo jest się zgubić i już nie odnaleźć świetlistej drogi nadziei. Codziennie zadajemy sobie tyle pytań. A jeśli nie sobie to innym ludziom. Teraz tak się zastanawiam, co jest gorsze: pytania, czy odpowiedzi. I jedno i drugi może nas zdzielić po głowie ostro. Przepraszam... mówiłeś coś? Człowieku, ja istnieje. Naprawdę istnieje. Nie jestem z tego dumna, ale istnieje i jestem człowiekiem. Ojej... Czuje się tak, jakbym grzeszyła będąc człowiekiem. Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Potrzebuje samotności. Dajcie mi samotności... Tęsknie za tobą, Samotność. Gdzie jesteś? Dlaczego ode mnie odeszłaś? Już nawet ty nie chcesz ze mną być? To przykre... Popatrz, popatrz co mi robisz. Widzisz tą łzę, która czai się w kąciku mego oka? Zagubiona, samotna. Ona może powiedzieć, że jest samotna, bo ty, Samotność, jej nie opuściłaś. Ale mnie tak. Więc skoro ona jest samotna i cię ma, to jaka ja jestem, bo cię nie mam? Co robić, co robić, co robić... Przestań istnieć. Przepraszam, ale ja nie chce istnieć. Oj, tak mi przykro, ale jednak żyjesz, to teraz się kurwa męcz, bo cię stworzyli parząc się na łóżku i proszę. Sto tysięcy plemników i to właśnie ty wygrałaś? Aż żal na ciebie patrzeć. Proszę Cię, z wesołej dziewczyny stałaś się cieniem samej siebie, a nawet gorzej. Dziewczyno! Walcz. Nie. Nie? Jak to nie, musisz walczyć, walcz do cholery, walcz! Nie, nie chcę. Nie potrafię, nie chcę. Próbowałam ale nie wyszło. Daj mi spokój. Idź sobie. PRECZ!!!
Nie, żebym tego jakoś szczególnie chciała, jednakże mam za dużo nieprzyjemności, by przez swoją niedyspozycje umysłową dokładać sobie jeszcze więcej zmartwień.
Zadawanie sobie pytań jest bez sensu, mój rozum to wie. Ale pytania nie wiedzą. Przychodzą - bez pukania i dowiadywania się, czy mi to akurat odpowiada. Chcą, aby się nimi zajmować, wszystko jedno, o jakiej porze się pojawiają. Odpowiadam im, że nie wiem. Czasami mówię im też, że nie wierze. Niczego by to nie zmieniło. Pytania są bezczelne, prawda? Przychodzą kiedy im się tylko podoba i ani im się śni, by raczyć zapytać, czy aby na pewno chcemy ich, i tej niepewności, która wraz z nimi przyjdzie. Pytania kują mnie w myśli, wżerają się w nie perfidnie i każą mi się na to godzić. Nie godzę się, wiesz? Walczę z nimi, bo przecież to nie one mają tutaj rządzić... To ja jestem panem swego umysłu i nie mogą mi tego zabrać. Przecież umysł, to jedyne, co mam, co jest moje i co kontroluje ja... Prawda? Czy aby się nie mylę? Już nie wiem... Już się w tym wszystkim pogubiłam... A w dzisiejszych czasach tak łatwo jest się zgubić i już nie odnaleźć świetlistej drogi nadziei. Codziennie zadajemy sobie tyle pytań. A jeśli nie sobie to innym ludziom. Teraz tak się zastanawiam, co jest gorsze: pytania, czy odpowiedzi. I jedno i drugi może nas zdzielić po głowie ostro. Przepraszam... mówiłeś coś? Człowieku, ja istnieje. Naprawdę istnieje. Nie jestem z tego dumna, ale istnieje i jestem człowiekiem. Ojej... Czuje się tak, jakbym grzeszyła będąc człowiekiem. Przepraszam, przepraszam, przepraszam... Potrzebuje samotności. Dajcie mi samotności... Tęsknie za tobą, Samotność. Gdzie jesteś? Dlaczego ode mnie odeszłaś? Już nawet ty nie chcesz ze mną być? To przykre... Popatrz, popatrz co mi robisz. Widzisz tą łzę, która czai się w kąciku mego oka? Zagubiona, samotna. Ona może powiedzieć, że jest samotna, bo ty, Samotność, jej nie opuściłaś. Ale mnie tak. Więc skoro ona jest samotna i cię ma, to jaka ja jestem, bo cię nie mam? Co robić, co robić, co robić... Przestań istnieć. Przepraszam, ale ja nie chce istnieć. Oj, tak mi przykro, ale jednak żyjesz, to teraz się kurwa męcz, bo cię stworzyli parząc się na łóżku i proszę. Sto tysięcy plemników i to właśnie ty wygrałaś? Aż żal na ciebie patrzeć. Proszę Cię, z wesołej dziewczyny stałaś się cieniem samej siebie, a nawet gorzej. Dziewczyno! Walcz. Nie. Nie? Jak to nie, musisz walczyć, walcz do cholery, walcz! Nie, nie chcę. Nie potrafię, nie chcę. Próbowałam ale nie wyszło. Daj mi spokój. Idź sobie. PRECZ!!!
***
Miłość to cholerstwo. Oj nie mówicie mi, że nie, bo to jedno wielkie cholerstwo. Albo spada na osoby, które mieszkają od siebie pół kraju, albo spada na osoby, które mieszkają blisko siebie, bywa, że nawet na tym samym osiedlu, a jednak i tak coś staje im na drodze do szczęścia i tyle. Tyle tej posranej miłości ale co wy z tego zakochańcy macie? Nieprzespane noce, podczas których łzy wchłaniają się w poduszkę? Usłyszane słowa, które wręcz ranią nie tylko uszy, ale także i mózg i serce, i całe ciało, bo to tak boli...? Co wy z tego macie... A ja? Nieważne. Nie wasz interes, nie mój interes. Kocham tak, jakbym chciała a nie mogła. Boje się. Boje się. Nie da się nikogo zatrzymać na tym świecie samą miłością. Nie da się i koniec.Czasami wolałabym być wolną duszyczką, chciałabym hasać sobie spokojnie po tym świecie in ie mieć hamulców, bo przecież jestem wolna, nikomu siebie nie oddałam, nikt nie ma prawa nazywać mnie swoją własnością. Bywa. Ale jest dobrze jak jest. Naprawdę. Nie kurwa. Teraz cię mój drogi pamiętniku okłamałam. Nie jest dobrze jak jest. Ale będzie. Za parę lat. O ile dotrwamy. A tego nie wiem, bo nasze rozmowy coraz częściej urywają się w połowie dnia i już do końca nie rozmawiamy. Coraz częściej nie mam nic sobie do powiedzenia a to już bardzo duży zły znak. Tego najbardziej obawiałam się przez ten cały okres tego związku. Że kiedyś przyjdzie taki moment, w którym zamilkniemy. Po prostu zamilkniemy, nie mając sobie nic do powiedzenia, i to nie będzie jedna z tych przyjemnych ciszy, w których po prostu się jest i naprawa się bliskością. Początki zamilknięcia uważam za trwające od paru tygodni. Teraz tylko czekam na ogłoszenie ostatecznego wyniku zagłady, czyli ostatecznego zamilknięcia. Mhm.
Little girl, little girl... Why are you crying?
poniedziałek, 18 lutego 2013
18.02.13
Podobno strach jest zgubny. Bojąc się czegoś, możemy być pewni, że to się stanie. Lepiej nie bać się - wtedy jest cień szansy, że wszystko pójdzie po naszej myśli. Cholera. Naprawdę bardzo łatwo mówić. Węże nie ukąszą, chyba że będą wyczuwały od człowieka strach. Serio? Czyli życie atakuje nas, bo czuje strach, który aż wylewa się z każdego otworu z naszego ciała(?) Ale, ale... Napady lęku i paniki także się wliczają. Przecież my sami pchamy się w stan pełnej psychozy... Proszę Pani, czy Pani mnie widzi? Proszę Pani, czy pani mnie słyszy? Proszę Pani, proszę się do mnie odwrócić - proszę stanąć ze mną twarzą w twarz. Nie? To aż takie trudne? Wstyd nie pozwala Pani podnieść wzroku znad własnych emocji? Jakże mi przykro... och, jakże mi przykro, jakże mi źle... Dlaczego, dlaczego, dlaczego??? O, popatrz, ptaszek. Popatrz, jak on siedzi. Popatrz jak on ćwierka, jak gdyby chciał nas ostrzec. No, popatrz, jak on się wydziera. Drze swego dzioba, jakby mówił uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj... Ale ja stroje. Dlaczego ja stoje? Nie mogę się ruszyć... coś przykleiło moje stopy do podłogi. Boże, to tak boli... Odrywam stopy na siłę, wszędzie pełno krwi... Jeden krok, a potem drugi. Odwracam się. Widzę moja skórę z mięsem przylepioną w dalszym ciągu do tego samego miejsca. Moje stopy... Boże, moje stopy... Jak ja się teraz ruszę? Każdy kok jest wprost niewykonalny. Stoję, ale to tylko dlatego, że jeszcze to do mnie nie dotarło. Nie czuje bólu... Zaraz dojdzie, jeszcze moment, jeszcze chwila... Boże... Jak ja mam teraz kroczyć przez życie? Chryste... co ja teraz pocznę? Proszę... Błagam... Niech mi ktoś pomoże. Tu jestem! Krzyczę, krzyczę, krzyczę... Pomocy! Drę się w niebo głosy, ale nikt nie przychodzi... Ja wciąż tu jestem...- mówię cichutko. Ja wciąż czekam...
Ktoś perfidnie zastrzelił moje wnętrzności. Wpakował kulkę w mój żołądek, nerki, jelita, w pęcherzyk żółciowy, serce... We wszystko to, co jest w tym cholernym brzuchu. Kwilę... Wydaję z siebie takie dźwięki, jakich normalny człowiek nie potrafi zrobić. Smutne... Takie smutne sobie życie mam, tralalalalaaaaaaaa.
Współczuje. Sobie. Nie tobie ty perfidny, gówniany człowieku... amen.
Kocham Cię M. Bądź dla mnie tą jedyną.. Proszę Cię, bądź dla mnie tą jedyną. Wtedy wszyscy będziemy mieć święty spokój. Wtedy będzie dobrze. Prawda?
I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing.I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing. I am nothing.
Ale cóż.
***
Nic się nie dzieje. Jest taka nudna, jakiej chyba jeszcze nigdy w życiu nie miałam. Mój psiak ma cieczkę - ha, moja sunia jest teaz małą kobietką - och, jestem z niej taakaa dumna. Ciasto. Upiekłam ciasto razem z C.A. wyszło tak pyszne, że na drugi dzień nie było połowy. A jeszcze pod wieczór była cała blacha! Teraz został ostatni rząd. Jestem przeziębiona. Kicham. Smarkam. Czytam - pożeram książki. Chcę zostać nowym papieżem. Wizja mnie, jako papieża w glanach, ubraną na czarno, czytającą Biblie Szatana, mieszkająca w tych cholernych luksusach w Watykanie... Ta wizja jest bardzo kusząca. Głosujcie! I przekupujcie tych kardynałów. Warto. Amen.
Iluzja.
![]() |
| Mimo wszystko. |
sobota, 26 stycznia 2013
26.01.13
Bawię się czcionką. Raz jest taka, a raz siaka. Można by pomyśleć, że czcionka nie jest najważniejsza, że ważniejsze są słowa. A no właśnie - ważniejsze są słowa, ale czcionka jest równie ważna, no, może o jeden stopień mniej ważna, ale to przecież ona nadaje charakter słowom. Nie całkowicie oczywiście, ale w pewnym stopniu a jakże. To pewną nazwą, pewnej czcionki, pewne słowa pisała pewna dziewczyna. Tak więc nie mogę się zdecydować jaką wreszcie ustawić, ale to żaden problem nie do rozwiązania.
W poprzednim wpisie napomknęłam coś o samobójstwie. Och, no dobrze... Nie napomknęłam, a poświęciłam mu cały wpis. Nie ładnie, bardzo nie ładnie Leire. Jak śmiałaś Leire. Jakim prawem to zrobiłaś Leire. Nie wstyd ci, Leire. Marsz do konta Leire i nie wychodź z niego póki ci nie wybaczę, Leire. Tak jest, proszę pani. Proszę pani? Nie jestem panią, a już na pewno nie twoją. Tak jest. Przestań! Nie odzywaj się! Stul pysk! Cokolwiek pani rozkaże. Już mówiłam, nie jestem twoją zasraną panią! Nigdy więcej mnie tak nie nazywaj. Więc jak mam się do pa...do ciebie zwracać, o człowieku? Nie jestem ani jednym ani drugim więc może nazywaj mnie Leire? Leire? Ale to przecież ja. Nie możesz nazywać się tak samo jak ja. Och, ależ mogę i właśnie to robię. Ale dlaczego? Bo ja, kochanie, jestem tobą. Tak, tobą, tylko że tą lepszą wersją. Ty natomiast posiadłaś wszystko co najgorsze. Oj nie rób takiej miny zbitego psa. Dobrze wiesz, że gdyby nie ty, problemy by znikły. Ale przecież każdy ma problemy więc o co ci chodzi? O co mi chodzi? O co?! I ona jeszcze się pyta! Chodzi mi o to, żebyś zamknęła ten swój pysk na pięć zamków, a następnie po prostu oddała mi klucze. Tak po prostu, bez żadnej walki, bo przecież tylko to potrafisz, prawda? Ty ścierwo. Ty gnoju. Zrób, co ci mówiłam i zniknij! Przepadnij! Teraz ja tu żądzę. Kulisz się? Boisz się mnie? Sprawia mi to niezwykłą przyjemność i radość - nie przestawaj, kochanie.Chodzę od drzwi do drzwi w swoim mieszkaniu. Nigdzie nie czuje, by było moje miejsce. Nawet w swoim własnym pokoju nie czuje się jak u siebie. Wszystko stało się dla mnie takie obce, jak gdyby przez tą noc ktoś wszystko po podmieniał. Ukradł moje rzeczy, wszystkie, a zamiast nich podłożył dobre duplikaty. Tylko, że ja wyczuwam fałszerstwo. Okradziono mnie! Obdarto mnie ze skóry i wrzucono ją do kotła. Zjadłam ją. Była dobre. Może lekko za mało słona, no i przydałoby się ciutke papryki i pieprzu, ale i tak była pyszna. Chcesz spróbować? Nie? Ale dlaczego, przecież to samo zdrowie. Zadaje sobie pytanie Dlaczego jest tak, jak jest? I do tej pory nie znalazłam na nie odpowiedzi. Chociaż, za każdym razem, kiedy tak pytam w nicość, to ta nicość mi odpowiada. I dlatego moje myśli krzyczą do mnie A może na własne życzenie zgotowałaś sobie taki los, jaki się ciebie trzyma? Że niby ja jestem wszystkiemu winna? To ja jestem ta zła, ta be, ta nie dobra i jakże zgorzkniała? Ech...masz racje. Przyznaje się do winy. Czy mam klęknąć i wygłosić
&&&
Drogi mój pamiętniku - tak się zastanawiam, czy nadać ci imię? Chelsea smile to nie imię, to tylko tytuł tego bloga, a tobie chyba potrzeba imienia, bym miała jak się do ciebie zwracać... Chcesz być kobietą czy mężczyzną? Ech... Drogi mój pamiętniku - chce cię uspokoić, i oznajmiam ci, że poprzedni wpis nie sugerował, że chcę się zabić, że chcę ponownie spróbować i zobaczyć, czy mi się uda. Więc się uspokój, dobrze? I wiesz... Tyle już tu piszę... I muszę ci przyznać, że za kumplowałam się z tobą. Nigdzie indziej nie pisałam tak szczerze i bezmyślnie jak tu, u ciebie. A raczej - w tobie. Nieważne. Chcę ci podziękować. Wiem, głupie i idiotyczne, bo przecież ty nie żyjesz, hahaha... chryste panie, za kumplowałam się z blogiem O_o Chyba rzeczywiście ojciec powinien się zgodzić, by umieścili mnie w szpitalu psychiatrycznym. Dobrowolnie zgodzę się pójść tam za parę lat. Ot tak, by całkiem zbzikować.
Anna Karenina ma dokładnie 830 stron. To opasłe tomisko wywołuje skurcze w moim brzuchu, a myśl, że coś tak grubego a zarazem ciężkiego, będzie podróżować ze mną z domu do szkoły i z powrotem, wywołuje grymas na mojej twarzy. No bo jak ja wytrzymam z tą książką? A przepraszam - książkochulą, bo książka to za mało powiedziane. Gdybym zaczęła czytać to w ferie, to nie było by żadnego problemu, ale w poniedziałek już do szkoły, a bardzo chcę to przeczytać... Dla chcącego nic trudnego, taa? Ale mój kręgosłup jest chory i bardzo bolący, także nie chcę go niepotrzebnie obciążać. Najchętniej to wyrzuciłabym podręczniki w pizdu i wzięła A.K. Na razie czytam Z ciemnością jej do twarzy, ale to nie moje ani z biblioteki, tylko E., i czytam to już teraz tylko dlatego, że bardzo jej zależy, bym oddała jak najszybciej, gdyż zżyła się z tą książką. Doskonale ją rozumiem. Pożyczając P. Retrum też chciałam, by oddała mi je jak najszybciej, co więcej - wcale nie chciałam wypuszczać tej książki z rąk. Hahaha... Oprócz Anny Kareniny i Mitów celtyckich wszystko z biblioteki przeczytałam, także gdzieś za tydzień, góra dwa ponownie się do niej wybiorę, ale tym razem wypożyczę góra dwie książki.
NAJGORSZY JEST TWÓJ UŚMIECH.
![]() |
| Uciekając z cieram z twarzy ostatnie resztki fałszywego uśmiechu. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)











