wtorek, 10 lipca 2012

Setny wpis

Dzień dobry! Jestem dziewczyną z problemami, które są przy mnie na okrągło, w każdej minucie a nawet sekundzie mojego nędznego żywota. Mam nawet swoje demony, które trzymam na smyczy. Tak, tak - na smyczy. Ale spokojnie, nie wypuszczę ich na nikogo. No chyba, że puszczą mi nerwy, a to rozwiązanie będzie na chwile obecną bardzo kuszące. Demony są przywiązane do mnie niezniszczalną liną. Nazywam ją smyczą, a demony taktuje jak moje pieski. Chociaż nie, niech będzie, że to są moje kotki. Zawsze chciałam mieć kota. Bo widzisz, to jest tak, że owe demony stały się częścią mnie. Nieodłączną częścią mnie. Czasami są spokojne. Oj tak, żebyś ty je widział, jak smacznie śpią. Ich futerka są mięciutkie, ale potrafią krzywdzić nawet dotykiem, także uważaj - nigdy ich nie dotykaj. Tylko ja to mogę obić, bo to są przecież moje demony. Nie martw się, moje ręce już wiele razy były kaleczone, więc w sumie jedna ich krzywda w tę czy w tę stronę to żadna różnica. Staram się trzymać je blisko siebie i ich nie obudzić. To nie jest tak, że nie lubie ich dopieszczać. Och, kocham to, ale to nie jest znowu takie proste. Oj nie... Kiedy otwierają te swoje piękne ślepia, ogarnia mnie przerażenie. Bo jak byś się czuł, drogi czytelniku, gdybyś patrzył się w oczy demona? No raczej do śmiechu by ci nie było.
Więc postaw się w mojej sytuacji. Nie krzywdzę ich, to one krzywdzą mnie. Niesprawiedliwe? No co ty nie powiesz. Kamie je. Ale nie mlekiem. One karmią się moim cierpieniem, a akurat tego mam pod dostatkiem. Postarały się o to. Rozmawiam z nimi. To jak moje alter ego. Kiedy mruczą, to znaczy, że jest im dobrze, a wtedy wiem, że będę cierpiała jeszcze bardziej. Może nie przez nich, bo ich zaspokoiłam, ale życie, to ich przyjaciel. Czasami nawet życie im rozkazuje, jak i kiedy rzucić mi kłodę pod nogi. No ale nie mam im tego za złe. Powinnam ich kochać. Może i nawet kocham? Nie wiem. Ale dlaczego mam ich kochać? Może nie kochać, ale być im wdzięczna. A dlaczego? Och, to przecież tak proste jak 2+2. Ona są przy mnie cały czas. No właśnie - cały czas. Jeszcze nigdy mnie nie zostawiły, nie odwróciły się ode mnie i są przy mnie 24h na dobę, 7 dni w tygodniu i tak będzie przez całą wieczność. Rozumiesz o co mi chodzi? Żaden człowiek nie jest tyle przy mnie co one. Co z tego, że działają w sumie nie na korzyść mnie? Co z tego, że sprawiają, że cierpię i tego cierpienia przybywa? To wszystko staje się niczym, kiedy myślę, że mam je przez cały czas. Cóż, cierpię na samotność, więc jeżeli mam mieć towarzystwo-demony to niech i tak będzie. Prawda? A teraz przepraszam. Demony się budzą. Musze je nakarmić.

A teraz coś z życia:
Po pierwsze: setny wpis. Aż trudno mi w to uwierzyć, bo jak dla mnie to... czuje się tak, jakbym dopiero co założyła tego bloga, a tu już wpisom stuka setka. Wzruszające. Będzie co świętować.
Po drugie: czytanie nieźle mi idzie. Musze się tym pochwalić, bo mam czasem w tych sprawach zastoje, ale ciesze się bardzo, że znowu je pochłaniam.
Po trzecie: boląca żyła po wkłuciu się pani ze szpitala już nie boli, a badanie były tak fajne, że chętnie bym je powtórzyła.
Po czwarte: dzisiaj sądny dzień. Ciekawe, czy tata dostanie wypłatę, czy może znowu mu się to spóźni. Jeśli dostanie, to nareszcie zapłaci ten nieszczęsny rachunek z Orange i odblokują mi numer  (O. nie mówiłam Ci, więc napiszę tu: zablokowali mi ciule numer, bo tata nie zapłacił rachunku - tak, tak cham jeden, ale no niestety oszukali nas. Swoim płaczem i błaganiami w końcu przekonałam Go do tego, by to zasraństwo zapłacił i żeby mieć to z głowy, więc jeśli dzisiaj zapłaci, to dzień, dwa i znowu będę na stałym numerze. Póki co jestem na innym, i jeśli będziesz chciała, to Ci go podam na gadu, bo jeśli odblokują, to chcę wykorzystać smsy żeby się nie zmarnowały :))
Po piąte: nie wiem co ze sobą zrobić, aczkolwiek mam pewne plany. No cóż, chyba mi się okres zbliża.
Po szóste: tyle.

Póki co:
-ilość wypitych kaw - jak na razie jedna
-ilość przeczytanych dziś książek - one
-ilość przesłuchanych piosenek - 5
-ilość wypowiedzianych słów - 0
-ilość pozytywnych myśli - 1
-ilość szczerych uśmiechów - 0
-ilość uczucia strachu - 5 może więcej

Run!!!
Again.
Popatrz! To twoje odbicie!
Nie wierzysz? Ale spójrz... Ono ma twoje szpony. 
Jak możesz zaprzeczać? Przypatrz się uważniej.
Widzisz ten żałosny uśmieszek? Tą głupią nadzieje w oczach?
Widzisz tą pustke, w miejscu, gdzie powinno znajdować się serce?
Tak. Teraz nie masz wątpliwości, co?
To Ty. To cała Ty.

_______________________________________________________________

Coś mnie wzięło na starocie. 
Stare ale jare. 
No...

niedziela, 8 lipca 2012

08.07.12

Jest mi... Jakoś tak okropnie smutno. Nie wiem dlaczego, a tym bardziej przez kogo. Może przez samą siebie, bo nie potrafię zająć się sobą. Och O. jakoś nie gadamy i nie gadamy, co to będzie...
Nie wiem o czym chcę dzisiaj napisać. Nie wiem nawet, czy mam na to ochotę, bo ostatnio przeszła mi chęć na wszystko. Wpierdalam ciasto, boje się pająków i tej pajęczyny na moim suficie, w moim pokoju, nad moim łóżkiem, akurat w tym miejscu gdzie kładę moją głowę...


Człowiek ma prawo się smucić. Ma prawo, by było mu źle i nie wesoło. Ma prawo mieć zły dzień i ma prawo warczeć na każdego, kto tego nie rozumie i ma do niego wyrzuty. Sztuką nie jest zobaczyć smutku osoby, lecz umieć to zaakceptować. A nie  każdy to rozumie. Weźmy np. C.A.. Nie odzywamy się, bo jest wpatrzona tylko w siebie. Każdego wokoło krytykuje, ale nie potrafi przyjąć krytyki innych. Dziwne? Nie sądzę. To tak, jakbym uważała, że każdy człowiek to gówno, ale jeśli ktoś tak o mnie powie, to jestem wielce obrażona. Ja znam swoją wartość i nikt mi jej mówić nie będzie. Może mówić pierdoły, wyrażać swoje zdanie, ale ja wiem swoje, choć szanuje jego opinię. Tak więc jeśli człowiek jest smutny, to nie należy od razu go szufladkować do wiecznie smutnych, przecież każdemu zdarzył się taki dzień, w którym wszystko wydawało mu się beznadziejne, bezsensowne, każdy ruch świata ironiczny, smutek walił do niego drzwiami, oknami, uszami, oczami, ustami. Każdy tak miał, a jeśli nie - spokojnie, przyjdzie i na ciebie czas. Więc dlaczego nie akceptujemy tego smutku wśród naszych rówieśników, tylko na siłę próbujemy ich rozweselić? Przecież to nie ma sensu. Jeżeli będziemy kogoś rozweselać i nam się to uda, to tylko pogorszyliśmy sprawę. Bo smutek został wepchnięty w tą osobę głębiej, i mimo, że się schował, nie znaczy to, że odszedł na dobre. Smutku pozbędziemy się tylko wtedy, kiedy pozwolimy mu trwać, i jeśli będzie trwał za długo, to my sami to zauważymy i wreszcie coś z tym zrobimy. Dlatego ja nigdy nikogo nie pocieszam na siłę. Ja jestem przy tym kimś ale się nie narzucam. Trzeba po prostu być, to tak wiele, a zarazem tak mało. Żadnego wysiłku. Dla jednych to koszmar być dla innych podporą, bo są skupieni zwykle na sobie. Katuszą jest dla nich wysłuchanie bliskiej osoby, ale same paplałyby o sobie dniami i nocami, i to im by się nie znudziło. Smutne.

Pogarda to policzek
wymierzony na odległość.
Wiktor Hugo

I zgodzę się z tym w 100% Pogardzić kogoś to straszna rzecz. Jeśli dla ciebie nie jest, to nigdy tak naprawdę o tym nie myślałeś nie zastanowiłeś się, i nie wiesz, że to straszna rzecz, właściwie nie od przeżycia - a już na pewno nie do przeżycia, jeśli gardzi tobą osoba ci bliska. Bo to, że ktoś jest dla ciebie bliski, to nie znaczy, że nie cofnie się przed niczym. A skąd wiesz, czy pewnego dnia coś mu nie odbije i trach! Zrani,choć tak naprawdę tego nie chce. Ech.

Ostatnimi dniami śpię i śpię, i śpię nawet za dnia, co mi się zdarza tak rzadko... Kiedy siedzę, a potem wstaje, to za każdym razem mam plamy przed oczami, nic nie widzę, boli mnie głowa i jest mi źle - to trwa kilka sekund, ale co nie znaczy, że nie jest nie przyjemne i nie uciążliwe. 
Jutro badania. Będzie ciekawie.

Nothing.
Baby.
Drogi Pan, który mi się dzisiaj przyśnił.
Hm... Było bardzo ciekawie.

piątek, 6 lipca 2012

06.07.12

Pocałuj mnie w dupę.
Jak gówno poczuj się.
To niesamowite, jak człowiek przez te upały jest na skraju wyczerpania. A już na pewno wtedy, kiedy w taką pogodę zabiera się za biegi czy ćwiczenia. Lało się ze mnie jak z prysznica. Po prostu masakra. Na całe szczęście od następnego tygodnia będzie podobno 25 stopni C. Mam nadzieje. To jakaś ulga przynajmniej. Kłótnia z C.A. z samego rana nie poprawiła mi humoru, ale trudno. Może jakoś się ułoży, choć w gruncie rzeczy strasznie mnie wkurzyła, tymi swoimi jadowitymi uwagami. W Biedronce jak zwykle dużo ludzi i jeszcze cieplej niż normalnie. Z ludzi się wręcz leje, ledwo zipią i kupują po dwadzieścia butelek napojów.
M<33 (dzisiaj dzień pocałunków Maleńka;**)

Zastanawiam się już od dłuższego czasu, czy anioły stróże istnieją? Poczytałam trochę o tym. Sama głęboko w to nie wierze, choć prawdą jest, że czuję kogoś obok siebie, mimo, że nikogo nie ma. Wiele razy miałam tak i mam do dzisiaj, że głos anioła, często nazywany intuicją, podpowiada mi, jak zrobić to tak, a jak tak. Naprawdę. Niczego sobie nie wmawiam, a coś takiego jest bardzo prawdopodobne, bo każdy ma swojego anioła stróża. Pewnie większość z Was pyta się, tak więc skoro mam anioła stróża, to dlaczego taka krzywda mi się dzieje? Otóż dlatego, że człowiek ma wolną wole i anioł nie może zrobić nic ponad podpowiadaniu Nam co jak zrobić, czego nie robić, co się może zaraz stać. Zawsze wkurzało mnie to wyjaśnienie: bo człowiek ma wolną wolę. Hm, jeżeli to wszystko pic na wodę, to nieźle się zabezpieczyli. Zwalać wszystko na wolną wole człowieka? To niedorzeczne. Podobno Bóg musi 'wykasować' pamięć aniołowi gdyż on bardzo cierpi, kiedy człowiek, z którym był całe życie, trafia do piekła, mimo tego, że anioł walczył o niego całym sobą, a poległ. Sama nie wiem. Nikt tego do końca nie wie, ale czytałam o tym i takie stwierdzenie się pojawiło. Czy ja wiem... Z tą pamięcią to trochę u koloryzowane ale nie mnie oceniać. Swoje zdanie wyrobiłam. Prawdą jest, że ktoś nad nami czuwa. I być może to właśnie anioł stróż bo duchy zmarłych bliskich nam osób powinny zajmować się swoimi sprawami. Choć z drugiej strony wielu ludzi twierdzi, że duch bliskiej osoby również czuwa nad nim - pomaga aniołowi.
Taki właśnie temat sobie dzisiaj wybrałam. Od dawna chciałam na ten temat coś poczytać, jednak za każdym razem wypadało mi to z głowy. Dzisiaj w końcu dopięłam swego i oto proszę - piękny post, który dla czytających może okazać masłem maślanym. Trudno. Nie piszę dla Was, piszę dla siebie.

Istniejesz, więc i wiesz, że istniejesz,
a o tym wiesz dlatego, że wątpisz.
Kartezjusz

Haha.

Te wakacje mijają zdecydowanie za szybko. Już szósty, a dopiero co było przecież zakończenie...
Czytam bardzo fajną książkę. Chciałabym przeczytać ją dzisiaj do końca, ale nie wiem, czy mi się uda.

Chciałabym przenieść się do świata nierealnych marzeń. To byłoby piękne przeżycie, którego nie zapomniałabym do końca swego życia i dłużej. Chociaż raz zanurzyć się cała w tych marzeniach. Chociaż raz poczuć je na własnej skórze, odetchnąć z ulgą, wdychać je łapczywie w swoje płuca. Byłoby pięknie...

Boli mnie tyłek.

Dusza cierpi.
Ale nie bardziej niż ja.
PLAY WITH ME, BABY.

środa, 4 lipca 2012

04.07.12

Czasami życie daje mi w kość. Czasami ja daje w kość życiu.

Potwornie chce mi się spać i to chyba przez te tabletki. Miałam gdzieś wyjść - nie wyszłam. Ale za to byłam na rowerze. Krótko bo krótko ale zawsze. Jestem osłabiona sama nie wiem dlaczego, ledwie trzymam się na nogach, nie mówiąc już o tym, żebym szła. Skończyłam książkę Po tamtej stronie ciebie i mnie bardzo, naprawdę bardzo fajna. Czegoś mi w niej niestety brakuje no i jest happy end... Ale warto było wydać na nią pieniądze, warto było poświęcić jej trzy dni, warto było.
Moczyłam wczoraj paznokcie w lekko podgrzanej oliwie, i jak na razie nie widzę efektów, ale będę tak robiła codziennie, więc może coś się poprawi. Moja pomadka z oliwy Nivea sprawdza się bardzo dobrze, ach no i ten zapach... Kupiłam również bardzo fajny pilniczek. Nareszcie.

Burza to dla mnie coś niezwykłego. Pozwala mi się wyciszyć i może to zabawne, ale tak właśnie jest. Nigdy nie potrafię się bardziej wyciszyć, jak gdy za oknem szaleje burza. Wczoraj to było coś pięknego. Kręcąc się w deszczu poczułam się wolna. Mimo, że krople były zimne i wpadały mi za bluzkę powodując dreszcze - było wspaniale. Moje oczy cieszyły się błyskawicami, a uszy grzmotami. Wreszcie poczułam, że żyje. W nocy błyskało się raz za razem, więc miałam wrażenie, jakby miliony ludzi z aparatami robiło zdjęcia światu. Gdzieś w tym wszystkim byłam ja. Zdezorientowana, ale ucieszona. Błyskawice były nie tylko jak błysk fleszy, ale również jak błyski rozżarzonych oczu wilka i jego zębów. Grzmoty były myślami ludzi. Te wszystkie zgrzyty, całe te emocje, ulatywały z nich, powodują burze... I czyż to nie piękne zjawisko? Jak dla mnie owszem. Mogłabym tak stać przy oknie i wpatrywać się w to widowisko do usranej śmierci, ale zmęczenie przejęło nade mną kontrole. Mhm... Teraz wszystko będzie inaczej. Coś się kiedyś musi zmienić, i jeśli bardzo tego chcemy, to to zmienimy, bo samo z siebie się nie zmieni - nie. Trzeba nas popchnąć do działania, bo jesteśmy takimi stworzeniami, że sami z siebie nic nie zrobimy, choćby skały srały, niebo spadało nam na głowy i przytapiały nas morza. Stwierdzić, że człowiek to gówno to jedno. Być tego pewnym, to drugie. Jest nas zaledwie garstka na świecie i my śmiemy nazywać się panami tego świata? Dobre sobie. To świat nami rządzi, a my jesteśmy jego podwładnymi. Laleczkami na sznurkach, a sznurki pociąga świat. Los czasem mu pomaga, ale ból i cierpienie wżarły się w naszą skórę i już nie puszczą. Nie z własnej woli. Wiec co nam pozostanie? Trwać w tej niesamowitej, aczkolwiek niebezpiecznej burzy, czy wynieść się na powierzchnie, gdzie w końcu staniemy o własnych siłach, z własnymi zamierzaniami, myślami, marzeniami, radością...? Jeżeli my tego nie wiemy, to kto to ma to wiedzieć? Czas leci na przód bez względu na to, czy chcemy, czy coś robimy, czy też stoimy i zbijamy przysłowiowe bąki. Ale przecież człowiek nic nie zrobi, bo mu się nie chcę. Tak się rozleniwiliśmy, że to przechodzi ludzkie pojęcie. Nie wiemy co robić, więc próbujemy odciąć sznurki, ale one są dla nas zbyt dobre. No właśnie - nawet sznurki są lepsze od nas. A to przecież nas przyroda obdarowała mózgami. Ale my oczywiście nie potrafimy tego wykorzystać. Nigdy nie potrafiliśmy i nie potrafimy do teraz.

Pamiętnik: ta część życia,
którą możemy opowiedzieć nie rumieniąc się.
Czesław Miłosz

Czy ja wiem, czy to prawda... Przecież skąd mamy pewność, że się nie rumienimy? Mamy pisać go przy lustrze, by sprawdzać co jakiś czas, czy rzeczywiście nie? Ja chyba czasami się rumienię. Nie jestem pewna, ale przecież jeśli jakaś sytuacja jest żenująca dla mnie samej, a której, ja głupia, uległam, to chyba jasne jest, że będę czerwona jak burak, mimo, że nie mówię tego komuś wprost. Z drugiej strony, są tacy ludzie, którzy przy pisaniu pamiętnika nie rumienią się, a wręcz przeciwnie - mimo tego, co głupiego zrobili, są wdzięczni pamiętnikowi, że 'zawsze ich wysłucha'. Tylko kto w dzisiejszych czasach pisze pamiętnik? Nie takich internetowych, tylko takich w zeszycie. Odręcznie. Własnym pismem. Niewiele. Bo przecież to już nie modne. Boże, widzisz a nie grzmisz.

Czasami mam wrażenie, że dla swoich bliskich jestem taką kulą u nogi. Że to wszystko, ich niepowodzenia, są przeze mnie, z mojej winy, dzięki mnie. Czasem mam ochotę rzucić się pod pierwszy lepszy samochód, albo po prostu przepraszać ich w nieskończoność, by wybaczyli mi tego, czego, może, nie zrobiłam. Słońce wschodzi i zachodzi codziennie, a co się stanie, jeśli pewnego dnia nie wzejdzie? Co zrobimy my, ludzie? Czy wgl to zauważymy? Taki mały detalik...

Smutne to.
Ale prawdziwe.
Życie wcale nie jest normalne.
A już na pewno nie my - ludzie.

poniedziałek, 2 lipca 2012

02.07.12*

Miłość to jedna wielka ściema. To totalnie niepotrzebna kula u nogi. Nie chce jej! Zabierzcie ją ode mnie! Niech da mi żyć! Da oddychać! Tak strasznie chcę, żeby to uczucie zniknęło, nie chcę go! Codziennie depcze go swoimi stopami i spluwam na niego pokaźna ilością śliny, ale to nie sprawia, że on odchodzi! To jakiś obłęd! Chcę w końcu być takim człowiekiem, który nic nie czuje. Już mam gdzieś, czym to się może skończyć. Mam gdzieś, czy ktoś przez to umrze, czy morze umre ja, albo ważna część mnie, czy może stanę się człowiekiem wypranym z emocji, uczuć i czegoś tam jeszcze, mam to totalnie gdzieś! Nie chcę czuć. Nie chcę kochać. To nudne, niepotrzebne uczucie. A ja kocham coraz mniej - to wielki plus. Ja chcę być nie kochana, chcę być nikim dla całego świata, dla każdej osoby, chcę po prostu odetchnąć i powiedzieć sobie teraz o nic nie muszę już się martwić, bo ciągłe zadręczanie się, że mogłam zrobić coś tak a nie tak, mogłam napisać to a nie to, już mnie dołuje i męczy. Nie mam zamiaru wypłakiwać oczu tylko dlatego, że komuś się tak podoba. Chcę w końcu być tym człowiekiem, jakim byłam parę miesięcy temu. Bez duszy w sercu. Tak mi odpowiadało. Mam już każdą osobę w dupie. Niech się dzieje co chce, bo ja już nie potrafię.
Ja nie chcę tak żyć!!!
Bo przez to jak żyje, pęka mi serce. Dosłownie.

02.07.012

Ten dzień jest naprawdę udany. Miałam iść na ower około 06:00, ale wybrałam się na niego przed 08:00. Przyznam, że wahałam się co do tego, by wyjść, ale jednak postanowiłam, że tak. Jutro planuje zrobić wolne od roweru a zacząć ćwiczyć, we środę znowu rower. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale jak się uprę to wyjdzie. Moje paznokcie są w fatalnym stanie, tak więc zmyłam odżywkę i niech sobie pooddychają parę tygodni, może im się polepszy. Skończyłam tą niebywale męczącą książkę i od razu zaczęłam pożerać Po tamtej stronie ciebie i mnie. Nie mogłam się doczekać, aż ją zacznę i już przy pierwszych rozdziałach poleciały łzy. Niebywałe. Kupiłam dzisiaj książkę, tak jak planowałam pt. Tam gdzie spadają anioły, oraz parę golarek i jakiś szampon. Mam wszystko czego mi trzeba a i jeszcze została kasa na jeszcze jedną książkę. Ech?

To ciągłe oczekiwanie na coś, co nie może się zdarzyć jest męczące. Ja jestem zmęczona. Tym wiecznym czekaniem na coś lepszego. No i po o ja tak właściwie czekam? Może warto wziąć sprawy w swoje ręce? Nie sądzę, by w tym przypadku coś to pomogło. Nie potrafię tęsknić. Wreszcie mogę odetchnąć z ulgą - nie tęsknie, jest mi dobrze. To strasznie a zarazem tak piękne, że chcę, by to trwało wieczność. Dlatego nie zrobię nic. Więc pogódź się z tym i nie czekaj. Zabawne. Czasami mam wrażenie, że stoję nad przepaścią. Że już nic nie jest w stanie mnie uratować, ani nawet zaskoczyć. Czasami tylko oglądam się za siebie, by sprawdzić, czy rzeczywiście nikt nie biegnie mi z pomocą. Raz czuję rozczarowanie, a raz ulgę. Nie wiem, co częściej. Mgła, która zasłania mi to, co jest na dole ponoć robi mi przysługę, bo podobno lepiej jest, kiedy nie jestem w stanie zobaczyć, co jest na końcu przepaści. Ale ja chcę to zobaczyć! Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak skoczyć. Rzucić się w wir wieczności i zapomnieć choć na chwilę, a może - raz na zawsze? ze zmartwieniami. Coś każe mi zamknąć oczy i dać się ponieść chwili. Coś a może ktoś szepcze mi do ucha to twoja ostatnia szansa dlatego nie mogę jej zmarnować, dlatego właśnie jestem jeszcze tutaj, na ziemi. Dlatego dotykam bosymi stopami podłoża, dlatego wciąż jeszcze się odwracam. Bo to moja ostatnia szansa, by coś zmienić.

Czy szukam dziury w całym? Nie jestem pewna. Czy dzisiaj szczerze się uśmiechnęłam? Nie. Czy dzisiaj zaznałam coś oprócz uczucia smażenia się na patelni? Nie. Och...
Niebo samo nie spadnie.
Trzeba je osiągnąć.

Otóż tak. Tak właśnie. Nic nam z nieba ani samo niebo nie spadnie, jeśli będziemy stali z założonymi rękoma i nic nie będziemy robić, jak tylko patrzyć się w górę, jak ciele na malowane wrota. Łatwo jest napisać, że trzeba ruszyć to nasze wstrętne dupsko i zrobić coś lepszego z naszym życiem, trudniej jest natomiast wcielić słowa w czyny, ale to nie jest nie możliwe, dlatego warto by było w końcu wziąć się do roboty! Czyż nie? To nie będzie proste, ale nie niemożliwe do zrealizowania. Wystarczy mieć odrobinę cierpliwości, siły i chęci. Reszta zajmie się sama. Będzie sprawiała, że czasem będziemy odczuwać smutek i żal oraz beznadzieje, a raz radość, spełnienie, po prostu szczęście. Sam widzisz, że to będzie trudne i być może nawet się w tym poplątasz, ale trzeba w siebie wierzyć... TRZEBA W SIEBIE WIERZYĆ!!! Inni nie muszą, skoro tak bardzo nie chcą.

Po moim policzku spływa łza. Samotna, smuta, zupełnie jak ja. Biorę ją na opuszek palca i zlizuje. Karmie się własnymi łzami. Smakują szczerym smutkiem.

Jestem zmęczona.
Niestety tym życiem.
Patrze w dół na to chore miasto otoczone chorymi ludźmi i ich chorymi myślami i wyobrażeniami.
I zastanawiam się, czy skoczyć? A może zostać pośród tej beznadziei?

niedziela, 1 lipca 2012

01.07.012

Bardzo rozdwajają mi się paznokcie, pomimo tych wszystkich odżywek. Chyba powinnam je sobie darować i niech sobie paznokcie odetchną. Pierwszy wakacyjny weekend mamy praktycznie za sobą, to również powód do świętowania, choć czas tak szybko leci... Jutro wstaję o 06.00 i na rower. Bez, kurde, żadnego ale chcę mi się spać... Nie ma czegoś takiego. Nie i koniec kropka przecinek dwukropnik... (jak to powiedziała z przejęzyczenia moja dawna znajoma). Oczywiście takie myśli na pewno będą, ale to nic. Kto przy zdrowych zmysłach wstaje w wakacje o 06:00 rano? A tak poza tym, to chyba odpuszczę sobie jutro jazdę na rowerze na AWF, tylko pojadę nad Zalew. Ale to zobaczę rano, bo teraz trudno mi cokolwiek stwierdzić na pewno. Podobno miałam piec ciasto z C.A. ale na razie nic na to nie wskazuje...
M<333

Czy rzeczywiście mamy duszę? Ach. Muszę poruszyć tutaj swoje rozmyślania, bo jak nie tutaj, to gdzieś indziej? Doprawdy nie wiem, czy coś takiego istnieje. Oczywiście ciekawi mnie to, ale nie na tyle, by sprawdzić w internecie, czy ci pożal się boże naukowcy to odkryli czy też nie. Ale jedno jest pewne: czuje w sobie coś. Czuję, że w swoim ciele nie jestem sama, że jest jeszcze coś, co niekoniecznie może być moje, co może być dobre i co może być duszą. A dusza to chyba ma być jednością ze mną hm? Nie ważne. Tak więc, tak naprawdę nie mam pojęcia, poza mocnymi argumentami, czy mamy dusze. Czuć, czuje, ale czuje również, że jest mi z nią(?) ciasno w jednym ciele. Już nie mówię o śmierci, choć wtedy zrobiłoby się luźniej... Dusza obumiera w nas dzień po dniu. Wykańcza się, jeżeli istnieje i w końcu zgaśnie, a wtedy pozostaniemy pustymi skorupami bez cienia szansy na odrodzenie. Ech, nie tak to miało wyglądać. Nie tak chciałam to wszystko napisać i chyba nawet nie o tym miałam pisać, ale przez ten gorąc nic innego nie jestem w stanie zrobić, jak tylko pleść pierdoły, trzy po trzy, jak taka przekupa na targowisku. To nie do pomyślenia, że jest aż 35 stopni! I tam  ma być podobno przez cały tydzień. Nie. Jest. Fajnie. Skoro tak bardzo chcemy ciepło, to proszę bardzo, ale żeby od razu walić z grubej rury? To nie do pomyślenia i gruba przesada.

Porządek trzeba robić,
nieporządek robi się sam.
Tadeusz Kotarbiński

No kompletnie się z tym nie zgadzam. Nie jestem w stanie zgodzić się z czymś, co jest pozbawione sensu i logiki. Jeżeli chodzi o porządek w pokoju, mieszkaniu to jasne jest, że trzeba go zrobić, bo porządek sam się nie zrobi, ale nieporządek też się skądś bierze, i na pewno nie znikąd. Rzeczy nie żyją, same się nie poruszają, same nie rzucają się na podłogę, same nie spadają z szafek, okruszki z chleba same nie spadają na blat stołu, a picie same się nie wylewa - to MY robimy ten nieporządek, który jest i w naszym mieszkaniu i w naszym życiu. Nieporządek w życiu również nie robi się sam z siebie. Do tego potrzebni jesteśmy my, i w tej roli sprawdzamy się niesamowicie dobrze. Niszczymy wszystko tylko potem ciężko jest się do tego przyznać co? Ha. Ten cytat jest głupi w każdym calu. To tylko my sterujemy swoim życiem i my decydujemy, czy będzie w nim porządek czy nieporządek. Więc jak można wgl twierdzić, że nieporządek robi się sam? To przejaw czystej głupoty.

Mieszkała zbyt daleko, by mogła znieść tęsknotę i pragnienie. Była gotowa popełnić samobójstwo, byle tylko móc ją zobaczyć choćby z nieba.
Dzisiaj zbijam bąki, może piekę ciasto, może będę czytała, może będę się uśmiechała, ale na pewno nie pozwole sobie znowu płakać.

Jutro:
  • kupić książkę
  • kupić potrzebne rzeczy (oprócz książki)
  • rower, rower, rower (z rana)
  • zbijać bąki
  • doczytać do końca porypanie nudną książkę.
Czeka mnie pracowite jutro. Ale jutro to nie dzisiaj, więc teraz idę cieszyć się z życia. Ha. Ha. Ha.

Natural.
Nie znasz tego słowa.
Jestem jak kwiat.
Rozwijam się tylko wtedy, kiedy nie jest mi zimno.
Rozwijam się wtedy, kiedy świeci na mnie słońce. A słońce, to ty. 
Ty jesteś mi potrzebna, bym mogła rozkwitnąć.
Mimo wszystko.