Wraz z nastaniem jesieni, wraca również ta paląca potrzeba pisania, ciągłego zaznaczania swym pismem gładkie kartki. Wszystko przepełnia rdza i zapach mgły - bo wszystko obumiera, bardzo cicho i jednoczenie bardzo lękliwie - suche liście, które kruszę między palcami wydają potworne dźwięki. Momentami ciężko jest je znieść.
Włosy pochłaniają każdy promień jesiennego słońca i wtedy zamykają w sobie złoto. Płynne złoto, które przelewa się z błogością przez loki i uśmierca każde napotkane spojrzenie.
Mgła wkrada się w płuca i wypełnia szarpiąc za tkanki. Niczego już nie widać, bo wszystko przeżarły ćmy - niewidome ćmy.
Tej jesieni nazbierałam mnóstwo kasztanów. Spacerowałam przez krakowskie planty i zbierałam każde napotkane oko, a łupinki z kasztanów tańczyły pomiędzy moimi nogami chrobocząc o zimny chodnik.
Kraków pełen mgły i pełen złotych liści - płonie, cicho tylko krzycząc. Jest piękny. Opuszczone alejki zatrzymują przy sobie mgłe i nieśmiałe promienie słońca o wiele dłużej, niż Rynek czy planty. Pozwalają, by to wszystko osiadło na stare kamienice i wywołało efekt starych czasów. Tak przyjemnie jest się w tym zatracać każdego dnia na nowo.
niedziela, 26 października 2014
piątek, 25 lipca 2014
25.07.14
Tej nocy malutki ptaszek wplątał się w moje pachnące miodem loki. Potem, cichutko - i tylko ledwie muskając moją skórę swoimi delikatnymi piórkami - wtulił się w moje piersi. Nie miałam odwagi objąć go zimnymi dłońmi, więc jedynie patrzyłam, jak porusza się w rytm swojego i mojego serduszka, i tylko czułam, jak jego mięciutki brzuszek wtapia się w moją bladą skórę. Tej nocy... Zdawać by się mogło, że teraz to nie ma większego znaczenia, że skoro nastał już dzień, to jednocześnie mogę odetchnąć i zapomnieć.
Tej nocy dźwięki jednak były bardziej uporczywe. Słyszałam oddech Mężczyzny, który ze świstem wypuszczał powietrze, a potem brał go jakby nieśmiało - jak skrzydła łopoczące w panice. Słyszałam cisze, która zawstydzona kładła się obok mnie, subtelnie otulając się brzoskwiniową kołdrą. Chciała mnie dotknąć, ale ja, zbyt przerażona otoczeniem, szybko odsunęłam głowę w bok i nawilżałam suche wargi jej językiem. Bolało.
Po nocy został mi jedynie lekki ból brzucha, smak lekarstw, a teraz także i kawa, która jakby niosąc wymodlone ukojenie, wpuszczała w siebie uprzednio milion świecących drobinek.
Jeszcze nieśmiało i powolutku, ale odżywam.
"Jak się tak leży godzinami w nocy, to myśleniem można
zajść bardzo daleko i w bardzo dziwne strony, wiesz..."
Stanisław Lem
Tej nocy dźwięki jednak były bardziej uporczywe. Słyszałam oddech Mężczyzny, który ze świstem wypuszczał powietrze, a potem brał go jakby nieśmiało - jak skrzydła łopoczące w panice. Słyszałam cisze, która zawstydzona kładła się obok mnie, subtelnie otulając się brzoskwiniową kołdrą. Chciała mnie dotknąć, ale ja, zbyt przerażona otoczeniem, szybko odsunęłam głowę w bok i nawilżałam suche wargi jej językiem. Bolało.
Po nocy został mi jedynie lekki ból brzucha, smak lekarstw, a teraz także i kawa, która jakby niosąc wymodlone ukojenie, wpuszczała w siebie uprzednio milion świecących drobinek.
Jeszcze nieśmiało i powolutku, ale odżywam.
"Jak się tak leży godzinami w nocy, to myśleniem można
zajść bardzo daleko i w bardzo dziwne strony, wiesz..."
Stanisław Lem
czwartek, 24 lipca 2014
24.07.14
Na języku czuje lepką ciecz. Myślę, że lekki podmuch wiatru przeniósł na niego Jej zapach, Jej ciało. Bardzo bym tego chciała, by choć przez chwile poczuć bliskość Jej tak kruchej i delikatnej duszy. To mocne przeświadczenie o smutnej konieczności zamysłu. Wkradła się lekka melancholia w to przykre słoneczne lato. Czasami szepcze ciche baśnie, bardzo szybko uciszam ją, bo nie chce dla mnie dobrze. Nie pozwalam jej zaśpiewać, bo śpiew sprawia, że wszystkie klątwy w baśniach mają trzy razy większą moc. Na cóż mi łzy naznaczone wiedzą, co się z nimi zaraz stanie? Nie chcę zapełniać łzami spękanego kieliszka Kobiety - chcę wyssać każdą poranioną bliznę, by nareszcie złe sny uciekły przestraszone.
Od wczoraj bardzo pada, w powietrzu czuć zapach spalonych włosów, rzęs, myśli i wspomnień. Przykra wizja, że wspomnienia wsiąkają w mokre od łez nieba chodniki. W ich pęknięciach wyrastają małe roślinki - nie chwasty - w kolorze zdrowej zieleni i czerwieni kobiecych ust.
Kraków o tej porze roku wydaje się przeludniony wesoło skaczącymi ludźmi. Farba na ławkach bardzo się starła od ciężkości ludzkich ciał, a trawa została wydeptana - ludzie swoimi nogami i natarczywością, chcą odcisnąć w tym pięknym mieście swoje własne drogi. To przykre.
Od wczoraj bardzo pada, w powietrzu czuć zapach spalonych włosów, rzęs, myśli i wspomnień. Przykra wizja, że wspomnienia wsiąkają w mokre od łez nieba chodniki. W ich pęknięciach wyrastają małe roślinki - nie chwasty - w kolorze zdrowej zieleni i czerwieni kobiecych ust.
Kraków o tej porze roku wydaje się przeludniony wesoło skaczącymi ludźmi. Farba na ławkach bardzo się starła od ciężkości ludzkich ciał, a trawa została wydeptana - ludzie swoimi nogami i natarczywością, chcą odcisnąć w tym pięknym mieście swoje własne drogi. To przykre.
piątek, 18 lipca 2014
18.07.14
Marze o miejscach ukrytych, o pisku wychodzącym z gardła, podczas nocy bezszelestnych i - zdawać by się mogło - bezpiecznych. Zasypiam chcąc poczuć swoje anielskie rozluźnienie, jakie dawniej przychodziło po cichutku, na paluszkach i gładziło moje splątane włosy - po cichutku, na paluszkach. Tęsknie za spokojnym oddechem i równie spokojnymi snami. Od pewnego momentu - choć nie wiem do teraz, czy był on szczególny - wszystko zmienia się w koszmar. Kiedy zapada noc, nadchodzi senna agonia, podczas której skrywam się w fałdach materiału pościeli. Podstać, która przychodzi w nocy i wpatruje się we mnie, nie widzi spokojnego snu ułożonego na mym ciele. Każdy z nas ma osobiste piekło, chory świat pełny urojeń i okaleczonych myśli. W dzień staram się swoją kruchą psychozę trzymać szczelnie zamkniętą i choć przelewa się momentami przez pęknięcia, to i tak jest to zaledwie tkliwy początek wybuchu. W nocy zaś krucha psychoza wypełza ze mnie krzykiem. Jak mgła, która daje efekt jakby dusza ulatywała mglistym strumieniem z ust - krzycząc, wciąż krzycząc. A sny są chorą fantazją strzaskanego do niemożliwości umysłu.
Ciężko mi się śpi, jeszcze ciężej mi ulepić dni w pozory spokoju.
Ciężko mi zaakceptować Ją ponownie w swoim świecie.
Czekam nieśmiało na list...
Ciężko mi się śpi, jeszcze ciężej mi ulepić dni w pozory spokoju.
Ciężko mi zaakceptować Ją ponownie w swoim świecie.
Czekam nieśmiało na list...
piątek, 27 czerwca 2014
27.06.14
Momentami robi się duszno, prawie brakuje tchu - wtedy wiem, że Ona odcięła ponownie kolejną łączącą nas nić. Wczoraj odcięła jedną, ale dzisiaj rozerwała już trzy. To zabolało, miałam wrażenie, że ktoś szarpie za moje żyły. Wieczne żyły śpiewają kołysankę na dobranoc. Chciałabym powiedzieć Jej, że ja wcale nie przestałam kochać i nie przestało mi zależeć. Mogłabym przecież do Niej napisać, odezwać się najcichszym choćby słowem - ale nie mam już pewności, że usłyszy i że chce, bym znowu zaświeciła się jak malutki świetlik w mroźną noc. W moim pokoju panuje świętojańska noc i słychać krzyki rozdzieranego prześcieradła, kiedyś leżało na nim moje ciało, które krzyczało każdym swym skrawkiem za Nią. W przypływie kolejnego lęku podpaliłam je najkrótszą świeczką jaką miałam, i nakreśliłam płomieniem całą swoją miłość. To były piękne słowa - wtedy nawet mnie bardzo się podobały - i lśniły jednym z żywiołów świata, więc moja miłość uszlachetniła się, wchłonęła w świat 'nad'. Spaliłam swoje tęczówki, oddałam ich blask Jej osobie. Moje włosy tak mile łaskoczą skórę. Kiedy naprawdę nie mam już jak zgryźć krwawej wargi, wtedy wyobrażam sobie, że to Ona dotyka te miejsca - ale to szalona tęsknota, chyba robi się niewłaściwą i szkodliwą.
Dostałam list. Piękny list ze skromnym prezentem. Jest śliczny, nosi w sobie jakby całą historie łez Pewnej Kobiety i jest to coś dla mnie tak delikatnego, że z trzęsącymi się rękoma ułożyłam łańcuszek na swoim ciele. Krzyczał. Wszystko krzyczało. A mnie nie pozostało nic innego, jak tylko paść na łóżko i wydziergać w powietrzu obraz.
Na krótką chwilę przestałam dziś oddychać.
W moim świadectwie był malutki czarny pajączek.
Dostałam list. Piękny list ze skromnym prezentem. Jest śliczny, nosi w sobie jakby całą historie łez Pewnej Kobiety i jest to coś dla mnie tak delikatnego, że z trzęsącymi się rękoma ułożyłam łańcuszek na swoim ciele. Krzyczał. Wszystko krzyczało. A mnie nie pozostało nic innego, jak tylko paść na łóżko i wydziergać w powietrzu obraz.
Na krótką chwilę przestałam dziś oddychać.
W moim świadectwie był malutki czarny pajączek.
środa, 25 czerwca 2014
25.06.14
W chwilach całkowitego zwątpienia, zapalam małą świeczkę i rozdmuchuje płomień na wszystkie strony pokoju. Odpędzam tym samym cienie, które coraz bardziej, coraz to częściej osiadają na ścianach pomieszczeń. Zaczynają coraz to zuchwalej dopuszczać się dotyku, powodują tym samym ogromny przypływ paniki i rozdwojenia jaźni - serca na ten moment zamiera, i roztrzaskuje się w klatce piersiowej, uwalniając małe drobinki szkła, raniące przestrzeń pomiędzy. Kiedy któryś z nich muśnie mnie swoimi czarnymi poszarpanymi szatami, wtedy biorę nóż - cicho, ciii... bezpiecznie trzymać go w stojaku na parasole - i wykrawam swoje powieki, ucinam je cicho jęcząc w poły płaszcza Nieznajomego. Jego płaszcz bardzo już nasiąknął krwią, i to tylko kwestia czasu, nim stęchnie, nim krew zacznie się w nim psuć, a wtedy nada się tylko do przykrycia naszych struchlałych zwłok. To przykre, rosnące zranienie i boskość w tych kilku aktach oddania... a może to po prostu panika, pogodzenie się ze świadomością, że Jej już nie ma. Kiedy tylko myśli przypominają mi o tym, na języku rozchodzi się smak rozlazłego pragnienia dotyku i upojenia Jej zapachem - wariuje, Boże, zwariowałam w dniu, w którym odepchnęłam tę myśl od swojej małej główeczki dziecka.
Czytałam dziś list od Niej. Ma pismo miłości, cichutkiego wołania o moją obecność. W chwili, gdy pisała ten list, miała miłość do mnie, czułam ją, naprawdę czułam, i mogę śmiało napisać, że kochała mnie napędzana szaleństwem mojej miłości - to była jedność. Niestety list dotarł bardzo dawno temu, a więc i to uczucie, które tak pięknie pielęgnowała, istniało właśnie wtedy, bo to nie teraz - nie - teraz mam jedynie koszmar, koszmar i cichą baśń, krótką kołysankę do snu, którą nawet nie śpiewa Ona, a stara kobieta, ze skrzeczącym głosem goryczy.
Wróć.
"Kiedyś nie byłam taka nerwowa, jak teraz. Mam to w środku.
Coś się we mnie bez przerwy trzęsie."
~ T. Tryzna
Czytałam dziś list od Niej. Ma pismo miłości, cichutkiego wołania o moją obecność. W chwili, gdy pisała ten list, miała miłość do mnie, czułam ją, naprawdę czułam, i mogę śmiało napisać, że kochała mnie napędzana szaleństwem mojej miłości - to była jedność. Niestety list dotarł bardzo dawno temu, a więc i to uczucie, które tak pięknie pielęgnowała, istniało właśnie wtedy, bo to nie teraz - nie - teraz mam jedynie koszmar, koszmar i cichą baśń, krótką kołysankę do snu, którą nawet nie śpiewa Ona, a stara kobieta, ze skrzeczącym głosem goryczy.
Wróć.
"Kiedyś nie byłam taka nerwowa, jak teraz. Mam to w środku.
Coś się we mnie bez przerwy trzęsie."
~ T. Tryzna
piątek, 13 czerwca 2014
13.06.14
Piersi robią się z dnia na dzień coraz to delikatniejsze. Obrastają je maleńkie, białe piórka, jak u nowo narodzonego anioła. Rozmazuje się oddech, w powietrzu unosi się zapach trupa, ale ucieczka powoduje rozpad tkanek jeszcze szybciej, przez co mdlejemy z wycieńczenia. A przecież zapach martwego ciała, jest bardzo specyficzny - przylega do ciała, wżera się pomiędzy linie papilarne i pęknięcia skóry, przesiąka włosy, materiał ubrania, oblepia oczy, dobiera się nawet do łez - tych niegdyś czystych i nieskalanych. Przeskakujemy przez ogromne krzaki, naśladując sarenki - z tą gracją, z tymi samymi subtelnymi ruchami baletnicy. Czasami jakaś mała dziewczynka podchodzi do mnie, i rozrywa rąbek mojej sukienki - rozcięcie odsłania moje nagie udo, na którym perli się lekki pot. Mały niedźwiadek zlizuje go, a potem ucieka polować na miód. Nie wie jeszcze, że miód namnaża się na półkach starej szafy, która stoi zawzięcie w piwnicy. Stary mężczyzna dogląda go i obserwuje nas, uśmiechając się tajemniczo pod nosem.
A ja? Ja zajmuje stary bujany fotel, na którym zmarła babcia, na którym zmarł czarny kot i mały ptaszek. Siadam na nim, bujam się lekko i czytam. Słowa wchodzą w moje oczy i odciskają swój sens, boleśnie przypominający taniec skorpionów na moim brzuchu. Marzy mi się Egipt. Spisuje na czystych kartkach swoje własne słowa, stworzone z myślą o Niej i o obłędzie, którzy czyha. Jestem zakażona, i noszę w sobie szaleństwo od narodzin. Doskonale wiem, że po Jej utracie uaktywni się już za kilka chwil, co uczyniłby tak czy inaczej, ale później. Zawsze to wielka ulga, kiedy obłęd odpuszcza nam jeszcze trochę, błogosławiąc nasze ciała ironicznym gestem szaleńca.
Nie wiem gdzie jestem, i nie mam pojęcia co zrobię, ale wiem doskonale, że mnie już nie ma - teraz jest coś innego, nowego, chorego i nie działającego, bo tryby, przekładnie, cały mechanizm, został polany kwasem. A przecież kwas wyżera wszystko. Wyżarł również serce i układ wspomagający.
"Może wejdziesz do łóżka. Porozmawiamy."
~ Tadeusz Różewicz
Subskrybuj:
Posty (Atom)
